Kolejna świetna aplikacja podobna do Quick Reposter. Aby zapisać post, po prostu skopiuj adres URL obrazu lub filmu i rozpocznij pobieranie. Ponadto, z ponad trzema milionami pobrań, będziesz w dużym towarzystwie dzięki tej popularnej aplikacji do pobierania wideo na Instagramie. 5. Użyj programu do pobierania stron internetowych Inne partie lewicowe, jak wykazuje zestawienie, mają się dużo lepiej. Co ciekawe, Marcin Zyśk opublikował również zestawienie partii, które nie uzyskały z tytułu składek członkowskich ani grosza. Należy do nich między innymi Samoobrona, Krajowa Partia Emerytów i Rencistów, czy… Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro. leszek miller sojusz lewicy demokratycznej. Kongres krajowy SLD w sobotę wybierze nowego przewodniczącego. Z 10 kandydatów do II tury weszło dwóch - Włodzimierz Czarzasty i Jerzy Wenderlich O ZAMORDOWANIU ANDRZEJA LEPPERA z polskiej partii SAMOOBRONA (też inwigilowanej, choć izraelskiej broni PEGASUS jeszcze nie było na rynku) już nie rozwinę. Ale jak się za głębokiej komuny mieszkało się w żoliborskiej willi, to nie dziwi że jest powrót do bolszewickich metod i zalewu cenzury! “POPiS rządzi, POPiS radzi, 5 grudnia odbędzie się kongres SLD, który podejmie decyzję o zmianach personalnych i organizacyjnych. Leszek Miller zapewnił dzisiaj, że zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, "na kongresie Polska Partia Socjalistyczna ( PPS) – polska partia polityczna o charakterze niepodległościowym, socjalistycznym i pracowniczym (klasyfikowana w grupie partii lewicowych ), założona w listopadzie 1892 podczas tzw. zjazdu paryskiego jako Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich. Jedna z najważniejszych w Polsce sił politycznych do 1948. PO, RP i SP chcą likwidacji finansowania partii z budżetu; rozważają złożenie projektu w tej sprawie. Pada m.in. argument, że obecny system blokuje nowym inicjatywom dostęp do polityki. LQ8O. Jarosław Berger, były radny miejski i wojewódzki SLD, zrezygnował w poniedziałek z członkostwa w Sojuszu. Berger nie ukrywa, że decyzja jest reakcją na wynik wyborów szefa partii - w sobotę, w pierwszej turze zwyciężył Włodzimierz Czarzasty, zaś drugie miejsce zajął Jerzy Wenderlich (obaj zmierzą się w dogrywce w najbliższy weekend).W poniedziałek rano Berger wysłał do około 200 członków Sojuszu mail zatytułowany "Do Zarządu Miejskiego SLD". Oświadczył w nim lakonicznie, że występuje z SLD i prosi o uznanie niniejszej wiadomości za zgłoszoną na piśmie. - Nie widziałem sensu pozornego pozostawania w SLD. Od niemal roku nie uczestniczyłem w ogóle w jakichkolwiek działaniach tej partii, nie płaciłem składek, z tego powodu nie miałem ani biernego, ani czynnego prawa wyborczego, dlatego nie brałem udziału w ostatnim głosowaniu na szefa partii - mówi Berger. - Natomiast wynik tych wyborów pozbawił mnie ostatecznie złudzeń, że ta partia pozbędzie się PZPR-owskiego balastu. Bo z takim bagażem nie ma szans, by uczestniczyć dalej w demokratycznym życiu politycznym w Polsce. Były radny przekonuje, że do SLD zapisał się formalnie tylko z jednego powodu: aby w 2009 roku, razem z Dariuszem Jońskim decydować o przebiegu kampanii referendalnej w sprawie odwołania prezydenta Łodzi, Jerzego na tę deklarację reaguje Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, szef SLD w mieście, a zarazem członek zarządu krajowego partii?- To się zdarza. Czasem członkowie SLD rezygnują, ale przychodzą też nowe osoby, które chcą się zapisać do partii. Jarek Berger był wieloletnim radnym. Podjął decyzję o rezygnacji i należy tę decyzję uszanować - mówi Berger był radnym miejskim SLD dwóch poprzednich kadencji, jednak w ostatnich wyborach, w 2014 r. nie wywalczył reelekcji. Od 2002 r., był radnym sejmiku województwa (dostał się z listy SLD, choć był bezpartyjny). W 2005 roku został prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Trafił tam tu po odejściu na policyjną wydarzenia minionego tygodnia w skrócie11 - 17 stycznia 2016 roku Na 29 października zaplanowane jest posiedzenie Rady Krajowej SLD, która zdecyduje o przyszłości partii. Być może zwołana zostanie konwencja lub kongres nadzwyczajny partii, które przyspieszyłyby wybór nowego szefa Sojuszu. Póki co największe szanse na objęcie schedy po Grzegorzu Napieralskim ma Ryszard Kalisz. W SLD pojawiają się też koncepcje przeprowadzenia prawyborów i zwołania kongresu lewicy polskiej, który dałby początek zupełnie nowej formacji lewicowej w Polsce. Dla Sojuszu sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że musi walczyć o pozycję po tej stronie sceny politycznej z Ruchem Palikota. Zmiany w SLD są konieczne po klęsce wyborczej, w której partia otrzymała 8,24 proc. głosów (Ruch Palikota 10,1 proc.). To najgorszy wynik lewicy od 1989 r. Napieralski w powyborczy poniedziałek zapowiedział przyspieszenie zwołania kongresu partii; sam nie chce ubiegać się o ponowny wybór. Kongres, który zgodnie ze statutem powinien odbyć się w czerwcu 2012 r., teraz miałby zostać zwołany najpóźniej na styczeń. W Sojuszu pojawiają się jednak głosy rozczarowania, że Napieralski nie złożył jeszcze rezygnacji z pełnionej funkcji. W ubiegłym tygodniu w specjalnej uchwale wezwała go do tego Rada Warszawska Sojuszu. Bliski współpracownik Napieralskiego, rzecznik partii Tomasz Kalita, zapewnił w poniedziałek PAP, że kongres odbędzie najszybciej, jak to będzie możliwe. - Kongres będzie okazją do pogłębionej dyskusji, refleksji i może da silny mandat nowemu kierownictwu partii - podkreślił Kalita. Część działaczy z Mazowsza chce z kolei, by Rada Krajowa zwołała nadzwyczajny kongres partii, który wybrałby jedynie nowego przewodniczącego i sekretarza generalnego. Gdyby kongres obradował w normalnym trybie, cała procedura wyłonienia władz trwałaby wiele tygodni, ponieważ zgodnie ze statutem Sojuszu obejmuje ona też wybór władz w kołach, strukturach powiatowych i wojewódzkich. - Powinniśmy działać szybko, tak by nowy przewodniczący i sekretarz generalny przystąpili do odbudowy partii - powiedział PAP mazowiecki polityk SLD. W SLD pojawił się też pomysł, by Rada Krajowa zwołała konwencję, podczas której albo Napieralski sam złożyłby rezygnację, albo głosowane byłoby wotum zaufania dla członków władz krajowych Sojuszu. - Wtedy wyłonimy przewodniczącego, wiceprzewodniczącego i sekretarza. Te trzy osoby przedstawią program naprawczy - jakie cele polityczne sobie stawiamy - i normalnym trybem zjazdowym kampanii sprawozdawczo-wyborczej w 2012 roku będą dokonywane zjazdy wyborcze. Jeśli przewodniczący sprawdzi się w tym trudnym okresie, w sposób naturalny będzie pretendował do funkcji szefa na cztery następne lata - mówi PAP lider opolskiego SLD Tomasz Garbowski. Z obydwiema koncepcjami nie zgadza się wiceszefowa partii Katarzyna Piekarska. - Co nagle, to po diable. Ja uważam, że powinniśmy sobie bardzo dokładnie przemyśleć przyczynę porażki, bo nie jest to tylko prosty problem wizerunkowy. Myślę, że trzeba również przeanalizować kwestię związaną z pojawieniem się bardzo poważnej konkurencji po lewej stronie sceny politycznej w postaci Ruchu Palikota - podkreśliła Piekarska. Jej zdaniem, jeśli zmiany w SLD mają być poważne, powinny objąć również zmiany władz niższych szczebli. - W takiej formule, jak obecnie, partia nie może dalej funkcjonować - zaznaczyła wiceszefowa Sojuszu. Piekarska jest również zdania, że należy rozpocząć przygotowania do kongresu lewicy polskiej. - Jest to koncepcja, która kiedyś wyszła ze środowisk związanych z Aleksandrem Kwaśniewskim, Danuty Waniek, ale ja ją popieram. Chodzi o to, by spróbować zjednoczyć środowiska, które funkcjonują na scenie politycznej, ale zjednoczyć je przede wszystkim wokół idei i programu - wyjaśniła. W zeszłym tygodniu należący do Sojuszu szef Stowarzyszenia Ordynacka Włodzimierz Czarzasty zaproponował, by w SLD odbyły się prawybory, które wybiorą nowego szefa partii. Pomysł ten poparł w poniedziałek na swym blogu europoseł, b. szef SLD Wojciech Olejniczak. Według niego, głosowanie takie powinno być "otwarte nie tylko dla członków Sojuszu, ale również dla wszystkich sympatyków SLD czy szerzej - dla wszystkich sympatyków lewicy w Polsce". - Taki model z powodzeniem zadziałał we Francji - o tym, kto będzie kandydatem Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich, zdecydowało 1,5 miliona Francuzów. Każdy, komu bliskie jest lewicowe widzenie świata, mógł podpisać deklarację stwierdzającą ten stan rzeczy i zagłosować w prawyborach - napisał Olejniczak. Koncepcję prawyborów poparła też w rozmowie z PAP typowana na wicemarszałka Sejmu Krystyna Łybacka. -To, co było mankamentem ostatnich lat, to rozdźwięk pomiędzy centralą a oczekiwaniami zwykłych członków partii. Powinniśmy każdego zapytać, kogo sobie wyobraża jako szefa i wyłonić go w wyniku prawyborów - uważa. "Całkowitą bzdurą" pomysł prawyborów nazwał natomiast szef podlaskiego SLD Krzysztof Zaręba, który dobrze ocenia pracę Napieralskiego jako lidera. W jego opinii, Napieralski "bardzo wiele" zrobił dla SLD. - Jeżeli koledzy w organizacjach wojewódzkich, powiatowych, gminnych uważali, że jego wynik z wyborów prezydenckich jest w stanie przenieść się na wybory parlamentarne, to oni ponieśli klęskę ze względu na swoje niedoszacowanie pewnych rzeczy - uważa Zaręba. W związku z klęską wyborczą, zmiany w Sojuszu czekają nie tylko kierownictwo centralne partii, ale również władze regionalne SLD. Rezygnację z funkcji szefa Rady Dolnośląskiej SLD zapowiedział w sobotę Janusz Krasoń (na wrocławską listę Sojuszu głosowało 5,39 proc., co nie dało partii ani jednego mandatu; nie dostał się również sam Krasoń). W podobnej sytuacji znalazł się wieloletni poseł Marek Wikiński, który nie zdobył mandatu w Radomiu i złożył rezygnację z funkcji wiceszefa mazowieckiego SLD. Piekarska, która szefuje tej strukturze nie zamierza jednak podawać się do dymisji. Podobnie jak Piekarska myśli wielu innych szefów rad wojewódzkich, Dariusz Joński (Łódź). Jak mówił PAP, podobnie jak cztery lata temu, tak i w tych wyborach do Sejmu dostało się trzech polityków SLD (przed 4 laty koalicja LiD miała 4 posłów z woj. łódzkiego). Zwrócił uwagę, że to jeden z nielicznych regionów, gdzie Sojusz nie zanotował straty. Przypomniał, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy dojdzie w Sojuszu do serii konwencji wyborczych od szczebla miejskiego przez wojewódzki po szczebel krajowy. Dlatego - jak dodał - nie ma potrzeby podejmować decyzji, które mogłyby spowodować, że nie będzie miał kto kierować partią. - A o tym, kto będzie na jej czele, także regionalnych struktur, zadecydują ich członkowie - powiedział Joński. Również Krzysztof Zaręba z Podlasia nie ma zamiaru podawać się do dymisji. Jak przyznał, czuje się odpowiedzialny za wynik partii w regionie, ale uważa, iż w Podlaskiem nie był on taki zły, biorąc pod uwagę ogólnokrajowy wynik Sojuszu (SLD ma w Podlaskiem jeden mandat poselski, w poprzedniej kadencji miał dwa). - Jest pewien niedosyt, ale to nie znaczy, że mam się z tego powodu krzyżować - powiedział Zaręba. Przypomniał, że przed wyborami rozważał odejście z funkcji, ale teraz nie wie, co zrobi. Dodał, że to zależy od decyzji struktur partii i oceny kampanii i wyniku. - Jestem daleki od jednej rzeczy, żeby zachowywać się jak szczur i jeśli jest źle, uciekamy z tonącego okrętu. Nie, tak nie zrobię - dodał Zaręba. "Żadnego powodu do rezygnacji" z kierowania partią nie widzi lider pomorskiego Sojuszu Jacek Kowalik, który starał się o reelekcję z trzeciego miejsca w okręgu gdyńsko-słupskim za Dorotą Gardias i Leszkiem Millerem. Jego zdaniem, poparcie poniżej oczekiwań osiągnął w ostatnich wyborach b. premier. - Ubolewam, że wynik Leszka Millera jest tak wymęczony. Zakładaliśmy, że jako lokomotywa wyborcza przysporzy nam 2-3 mandatów w Sejmie - ocenił Kowalik. Rezygnować nie chce też lider opolskiego SLD, który przyznaje, że partia jest w trudnej sytuacji, ale - jak mówi - taki moment powinien być dla polityka mobilizujący. - Nie jest sztuką rządzić organizacją wojewódzką z poparciem 20-30 proc., sztuką jest rządzenie przy 8 proc. poparcia - podkreślił Garbowski. Garbowski nie wyklucza, że gdyby w opolskim SLD pojawił się ktoś, kto "poświęci więcej czasu SLD", jest gotów poprzeć taką osobę. - Na dziś nie widzę takiego rozwiązania związanego z moją dymisją. To spowodowałoby jeszcze większe osłabienie i większe kłopoty, niż mamy dzisiaj - ocenił szef opolskiego SLD. Na swoich funkcjach pozostaną też póki co szef SLD na Pomorzu Zachodnim Dariusz Wieczorek oraz lider szczecińskiego SLD Dawid Krystek. Rzecznik Sojuszu zachodniopomorskiego Albin Majkowski mówi jednak, że nie wiadomo, czy będą ubiegać się o nie ponownie. Rezygnacji nie składa szef SLD na Podkarpaciu Tomasz Kamiński. Jak mówił PAP, czeka na kalendarz wyborczy kongresu. - Myślę, że będę się ponownie ubiegał o przewodniczenie strukturom SLD na Podkarpaciu - zapowiedział Kamiński. Winnym porażki wyborczej Sojuszu nie czuje się także lider partii w Wielkopolsce Leszek Aleksandrzak. - Wynik SLD nie jest szokujący, jest to porażka. Natomiast czy powinienem się podawać do dymisji przy osiągniętym w Wielkopolsce blisko trzynastoprocentowym wyniku? Powiem szczerze, że nie bardzo czuję się przegrany. Moim zdaniem, dymisjonowanie dziś wszystkich i rozwalenie struktur to pewnego rodzaju ucieczka od odpowiedzialności - powiedział PAP Aleksandrzak. Szef Świętokrzyskiego SLD poseł Sławomir Kopyciński zapowiedział w rozmowie z PAP, że ze wszystkimi decyzjami wstrzyma się do posiedzenia Rady Krajowej Sojuszu. W najbliższą środę zbiera się zarząd wojewódzki warmińsko-mazurskiego SLD. Lider regionalnego Sojuszu Władysław Mańkut (pierwsze miejsca na liście w Elblągu, nie zdobył mandatu) powiedział PAP, że dobrowolna rezygnacja z kierowania partią to dla niego "akt dezercji". - Ja dezerterować nie zamierzam, a jak koledzy zdecydują, że trzeba się przegrupować, to nadal chcę wiedzą i zaangażowaniem służyć SLD - powiedział Mańkut. Osoba zbliżona do kierownictwa regionalnego partii powiedziała jednak PAP, że "ofiara Mańkuta niewiele da". - W regionalnym Sojuszu od dawna decyzje podejmował i podejmuje poseł Tadeusz Iwiński i do tego tak się ustawiał, że nie brał za to, co się działo, odpowiedzialności. To on jest odpowiedzialny za zamieszkanie z przydziałem miejsc na olsztyńskiej liście do Sejmu - powiedział informator PAP. W Olsztynie Iwiński był jedynką, ale drugą pozycję nieoczekiwanie otrzymał dyrektor teatru Janusz Kijowski (nie dostał nawet 1 tys. głosów, pokonały go osoby na dalszych miejscach). Rozmówca PAP podkreślił jednak, że Mańkut odpowiada za "zamieszanie z posłem Witoldem Gintowtem-Dziewałtowskim", który nie dostał jedynki do Sejmu, odszedł z partii i z poparciem PO zdobył mandat do Senatu. Także szef SLD na Lubelszczyźnie Jacek Czerniak nie zamierza rezygnować ze stanowiska; jak powiedział, "nie było takich propozycji na zarządzie". Jego zdaniem wynik wyborczy SLD na Lubelszczyźnie co prawda "nie jest zadowalający", ale jednak Sojusz zdobył tu dwa mandaty, tyle samo, co LiD w poprzednich wyborach. "Przy czym jeden z mandatów w 2007 r. uzyskała Izabella Sierakowska z SdPl" - przypomniał. Czerniak poinformował, że lubelski zarząd wojewódzki SLD przyjął uchwałę postulującą szybkie zwołanie konwencji krajowej Sojuszu, która przeprowadziłaby ocenę programu i wybrała nowe władze. - Jesteśmy za zwołaniem konwencji, a nie kongresu, ponieważ konwencję można szybciej przeprowadzić - powiedział. Czerniak popiera też pomysł przeprowadzenia w partii prawyborów na przewodniczącego Sojuszu. - Kandydatów powinny wskazać ciała statutowe, a także należy stworzyć możliwość samodzielnego zgłaszania się. Głosowanie należy przeprowadzić w kołach, by każdy członek partii mógł w nim wziąć udział - zaznaczył. Uważa ponadto, że najważniejszym zadaniem Sojuszu jest obecnie sformułowanie nowego programu partii, gdyż to sprawy programowe zdecydowały o wyniku wyborów. - Nie przebiliśmy się z naszą ofertą programową do wyborców. Musimy na nowo określić, jakie grupy społeczne chcemy reprezentować, jakie postulaty wysuwać - powiedział Czerniak. Na najbliższy czwartek zaplanowane jest w Warszawie spotkanie sekretarzy wojewódzkich struktur Sojuszu, na którym omówiona ma zostać obecna sytuacja w partii, w tym również kwestia wyboru nowych władz ugrupowania. Opublikowano: 2010-09-27 14:10:34+02:00 · aktualizacja: 2011-08-03 18:41:52+02:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2010-09-27 14:10:34+02:00 aktualizacja: 2011-08-03 18:41:52+02:00 fot. PAP/Paweł Kula Po tym jak Bartosz Arłukowicz odmówił startu w wyborach na prezydenta Szczecina szuka innego miasta, w którym mógłby zapisać się do Sojuszu. I z tym krokiem wciąż czeka. Nie wiadomo czy wejdzie do SLD przed wyborami samorządowymi. Dlaczego? Bo pogniewani na niego lokalni działacze nie chcą by przystąpił do partii w Szczecinie. Jak twierdzą politycy SLD Bartosz Arłukowicz początkowo planował zapisać się do ugrupowania w Warszawie i w tym celu rozmawiał z dzielnicowymi radnymi. Nasi informatorzy przekonują, że chciał nawet przekonać lokalnych działaczy by poprali jego kandydaturę na szefa mazowieckich struktur. Ale to nie jedyne miasto, w którym miał starać o zapisanie do struktur Sojuszu. Bo miał dowiadywać się również o miejsce w Płocku i Poznaniu. Jego starania w tym ostatnim mieście wzbudziły nie lada kontrowersje, bo z pretensjami w jego sprawie do Grzegorza Napieralskiego dzwoniła Krystyna Łybacka. Jeśli pozwolisz by Arłukowicz zapisał się u mnie do SLD i zajął jedynkę na liście do Sejmu to czeka Cię bunt działaczy w Poznaniu. My nie chcemy tu spadochroniarzy – miała powiedzieć wyraźnie rozgniewana jeszcze kilkanaście dni temu Grzegorzowi Napieralskiemu Krystyna Łybacka. Inny ważny polityk Sojuszu twierdzi, że na zjeździe Sojuszu w Poznaniu Bartosz Arłukowicz miał powiedzieć, że jeśli przewodniczący Sojuszu nie zgodzi się by wstąpił tam do SLD (chociaż formalnie zależy to tylko od lokalnych struktur a nie szefa Sojuszu), to gwiazda komisji hazardowej zacznie go straszyć, że wspomoże Ruch Poparcia Janusza Palikota. Sam zainteresowany poirytowanym tymi informacji nie chce ich komentować. W przeciwieństwie do swoich kolegów z SLD, którzy bardzo chętnie robią czarny piar Arłukowiczowi. Mówią, że w kuluarowych rozmowach chwali się, iż dostał propozycje zapisania się do SLD od lokalnych działaczy z kilku miast. – Chcą mnie wszędzie - miał kiedyś rzucić podczas prywatnej rozmowy. Powstaje tylko pytanie czy sam o to nie zabiega? Joanna Miziołek Publikacja dostępna na stronie: Marek Sosnowski, rzecznik prasowy prezydenta miasta, okłamał słupskich dziennikarzy podając im nieprawdziwe informacje dotyczące jego wstąpienia do Sojuszu Lewicy Sosnowski, rzecznik prasowy prezydenta miasta, okłamał słupskich dziennikarzy podając im nieprawdziwe informacje dotyczące jego wstąpienia do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Już w ubiegły piątek poinformował opinię publiczną, za pośrednictwem Radia Koszalin, o swojej decyzji. - Przez całe życie nie byłem członkiem żadnej partii, ale teraz, kiedy SLD jest atakowane, sytuacja się zmieniła - powiedział Sosnowski w eterze. - Wstąpiłem do SLD, bo porządny człowiek powinien to zrobić. W rozmowie z dziennikarzem Radia Koszalin Sosnowski był przekonujący do tego stopnia, że podał nawet numer swojego koła SLD. ?Dziennikowi" powiedział zaś, że wstąpił do partii, ponieważ ?za dużo tam swołoczy, a za mało porządnych ludzi?. Co ciekawe, o decyzji swjego rzecznika nie wiedział nawet jego przełożony, prezydent Maciej Kobyliński, który na poniedziałkowych łamach naszej gazety wyraził zdziwienie postawą we wtorek Sosnowski stwierdził, że nie wstępował do partii (sugerując, że zakpił sobie z dzienniarzy, którzy ?nawet tego nie sprawdzili?). - Sprawa wyglądała w ten sposób, że ja słyszałem różne plotki na swój temat, a to, że jestem zwolniony z pracy oraz to, że zapisałem się do SLD - tłumaczył rzecznik. - To był żart. Może trochę przesadziłem. Był to - powiedzmy - nieudany redakcjiKiedy pierwszy raz spotkałem pana Marka Sosnowskiego, a było to w jego ratuszowym biurze, nie mogłem pozbyć się myśli, że wstąpiłem w jakieś teatralne dekoracje. I pomyślałem, że bardzo by mu było do twarzy w napoleońskim pierogu na głowie. Nie wiem dlaczego - to chyba intuicja - ale skojarzyłem ten pieróg z Gogolem i dowcipami z rodzaju tych, w których ich bohaterowie mawiają: ?Niech pan im nie wierzy, to ja jestem Napoleonem?.Ale - pomny nauk, że pierwsze wrażenie może mylić - przez czas jakiś bardzo starałem się pana Marka Sosnowskiego traktować poważnie. Nawet wtedy, gdy codziennie zasypywał gazetę ?sprostowaniami?, które przypominały - delikatnie mówiąc... swobodny strumień świadomości. Potem pan Sosnowski zaczął - zamiast do gazet - pisać je sam do siebie (na stronie internetowej ratusza) łamiąc wszystkie zasady, z prawem prasowym włącznie. Pomyślałem wtedy, że coś tu naprawdę nie już wiem, że intuicja mnie nie myliła. Rzecznik, który publicznie opowiada androny, a potem mówi, że to był żart, to niedorzecznik. Rzecznik, który usiłuje kpić z opinii publicznej i dziennikarzy, to piąta kolumna polityki informacyjnej swojego szefa. Zaś człowiek, który mętnie tłumaczy, że to, co ogłaszał w eterze, miało związek z plotkami na jego temat - to po prostu niebezpieczny prezydencie (tu zwracam się do pana Macieja Kobylińskiego), ja rozumiem, że każdy dwór ma swoich komediantów. Niektórzy z nich mają jednak to do siebie, że grając halabardników, myślą, że są Królami Learami. Moim zdaniem pański aktor już się zmęczył rolą, bo gra żałośnie. A to przecież pan reżyseruje. I to pan zbierze się ta sztuka znudziła. Bisów nie Piotr KobalczykPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera Zarząd krajowy SLD powołał specjalny pięcioosobowy zespół, który zajmuje się opracowaniem strategii wyborcze; Sojusz chce być przygotowany także na sytuację, gdy wybory samorządowe zostaną przyspieszone - poinformował wiceprzewodniczący partii Tomasz Trela. Trela podkreślił, że Sojusz przygotowuje się na dwa warianty: na wybory samorządowe, które mogą być przyspieszone i odbyć się już w tym roku jesienią oraz wariant standardowy, czyli wybory samorządowe w roku 2018. Zapowiedział, że SLD chce wystawić kandydatów w tych wyborach we wszystkich okręgach sejmików wojewódzkich, a w dużych miastach kandydatów na prezydentów miast. "Będą oni startować z komitetów SLD, albo jako kandydaci +obudowani+ innymi organizacjami, stowarzyszeniami czy partiami politycznymi. Zwracamy się z apelem do sprawdzonych koalicjantów - jak ZNP, OPZZ, stowarzyszenia i fundacje o charakterze lewicowym, aby wspólnie przygotować się do wyborów samorządowych" - podkreślił Trela na wtorkowej konferencji prasowej w łódzkiej siedzibie SLD. Trela należy do pięcioosobowego zespołu powołanego przez zarząd krajowy partii, który rozpoczął przygotowania strategii na wybory samorządowe. Kieruje nim sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek, w skład grupy wchodzi też szef SLD w woj. kujawsko-pomorskim Ireneusz Nitkiewicz, wiceprezydent Kalisza Karolina Pawliczak, radny sejmiku dolnośląskiego Marek Dyduch. "SLD bez względu na to, czy wybory będą szybciej, czy w planowanym terminie - będzie na nie gotowy. 4 lutego odbyła się Rada Krajowa, na której rozpoczęliśmy dyskusję nad programem. Jako SLD mamy ponad 23 tys. członków, struktury w 320 powiatach i jesteśmy w stanie jako jedna z niewielu partii wystawić listy lewicy do samorządu we wszystkich powiatach" - oświadczył Kulasek. Jak dodał, program jest obecnie dyskutowany od najmniejszych struktur partii, poprzez miejskie, powiatowe, aż do wojewódzkich. Powołany przez zarząd SLD zespół ma zebrać propozycje w całość i stworzyć szkielet programu ogólnokrajowego na wybory samorządowe. Na szczeblach miejskich i powiatowych lokalne struktury SLD będą mogły podjąć decyzję, czy startować w wyborach pod szyldem partii, czy w lokalnych komitetach lewicowych. Rada Krajowa ustaliła, że kandydaci do sejmików występować będą pod sztandarem SLD. "W tych wyborach - jako lewica - musimy powiedzieć wyraźnie: nie chcemy, aby w polskich samorządach był +kaczogród+. I to jest nasza deklaracja, nasze stanowisko. Wiemy, jakie błędy popełniliśmy w ostatnich wyborach parlamentarnych. Gdyby SLD był w polskim parlamencie, to +kaczogrodu+ by w Polsce nie było. Jeśli SLD będzie w samorządach, jest gwarancja, że pan Kaczyński ze swoją ekipą nie przejmie polskich miast, wsi i sejmików wojewódzkich" - dodał Trela. Wiceszef Sojuszu przypomniał, że w wyborach w 2014 r. partia startowała pod szyldem "SLD - Lewica Razem". Jego zdaniem, jest to idea warta odnowienia w 2018 roku. Dodał, że Sojusz "wielokrotnie wyciągał rękę do Partii Razem, która póki co, tę rękę odpycha". Tymczasem, jak podkreślił, zjednoczone partie lewicowe miałyby większe szanse w wyborach. Zdaniem Treli, rozmowy o współpracy partii opozycyjnych i wystawianiu w wyborach wspólnych kandydatów powinny się toczyć na poziomie regionalnym, bo każde miasto i region mają swoje własne uwarunkowania. Jako przykład podał Łódź, w której zarówno PO, jak i Nowoczesna chcą wystawić swoje kandydatki na prezydenta - mimo wcześniejszych deklaracji Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, że będą mieć wspólnych kandydatów. "Jeżeli będzie chęć współpracy ze strony Nowoczesnej, PO, Razem, PSL, to my na pewno usiądziemy do stołu i będziemy szukać optymalnych rozwiązań. Na pewno nie usiądziemy do stołu z PiS, Kukiz'15, oraz partią KORWiN - ugrupowaniami, które są dla mnie stowarzyszeniami wzajemnej adoracji, o zabarwieniu sekciarskim, a nie politycznym, które niczego nie wnoszą, a więc z nimi przestrzeni do dyskusji nie ma" - podkreślił Trela. Podobał się artykuł? Podziel się!

jak zapisać się do partii sld