Egoista to osoba, która: najbardziej na świecie kocha siebie. uważa, że jest najważniejszy w rodzinie. nie interesuje się innymi ludźmi. skupia się na swoich potrzebach. uważa, że jest nieomylny. lubi narzucać innym swoje zdanie. nie umie pójść na kompromis. nie potrafi podtrzymywać kontaktów rodzinnych. Na początku mojej działalności nie byłam pewna tej zależności. Miałam jednak w ciągu ostatnich czterdziestu lat tysiące dowodów na jej istnienie, co dla mnie stanowi niezbitą przesłankę do tezy, że duchy mogą wywoływać choroby u człowieka. Przypadłością przenoszącą się na człowieka może być każda choroba. Od lekkiej i niepozornej po najbardziej ciężką, czy wręcz Po pierwsze od męża odeszłam. A po drugie romans zaczął sie juz po odejsciu. Wiec sobie nie używaj tylko wnieś coś konstruktywnego. Nie mam sobie nic do zarzucenia - to on prowadzi podwojne zycie a nie ja. Apropos - nie każdy chce byc brutalem i z dymem kończyc romanse. Mnie przeszlo to i on ochłonie. Potrzeba tylko troche czasu. 4. Dobry Facet sprawi, że poczujesz się bezpiecznie. Bad Boy bywa czasem egoistą…Dobry Facet zatroszczy się w pierwszej kolejności o twoje bezpieczeństwo i samopoczucie. Dobrze wiesz, czego możesz się po nim spodziewać, twój związek z nim jest przewidywalny. 5. Zły Facet namówi cię, żebyś zaryzykowała i zostawi na pastwę losu Zazdroscicie mi ze jestem slawna i prowadze podwojne zycie?Daje naj! 2010-03-04 16:34:17; Czy warto dalej prowadzic tego bloga ? 2011-03-20 16:31:39; czy mozliwe jest podwojne zycie wg. was 2010-02-18 22:35:06; Chciałbyś prowadzic takie zycie jak w rodzince.pl ? 2012-10-27 14:35:45; Jak myślisz. Czy warto prowadzic photobloga / bloga ? 2010 Podwójne życie Mariana Książka. Podwójne życie Mariana to opowieść o marzeniach i ideałach brutalnie zweryfikowanych przez rzeczywistość Polski lat 1945-1960. Tłumaczenia w kontekście hasła "najlepsze prowadzić podwójne życie" z polskiego na angielski od Reverso Context: A może masz zamiar dalej w najlepsze prowadzić podwójne życie? DPUr. Nasze życie przenosi się do sieci: praca, zakupy i… randki. Ustanowiono już nawet specjalne „święto” – 24 lipca to Dzień Wirtualnej Miłości. Czy można się naprawdę zakochać przez Internet? Na co uważać? Jak rozpoznać kłamcę, który prowadzi podwójne życie w sieci i w realu? Psycholożka ostrzega. Czy zakochanie przez Internet jest możliwe?Podwójne życie w InternecieCzym może grozić internetowa miłość?Jak zadbać o siebie w sieci? Czy zakochanie przez Internet jest możliwe? Każda z nas ma taką koleżankę, która poznała faceta w sieci i teraz są szczęśliwym małżeństwem. Każda z nas zna też kogoś, kto trafił w sieci na niewiernego męża, udającego chłopaka do wzięcia. Albo na faceta, który przysłał zdjęcie zrobione 20 kilogramów wcześniej. I takiego, który po fajnej rozmowie znienacka przesyła zdjęcie penisa. Do wielu z nas pisali też tajemniczy wielbiciele, a nawet „amerykański żołnierz”, który chwilowo potrzebuje wsparcia finansowego. Czy Internet to miejsce na miłość? – Oczywiście, że można zakochać się w sieci, podobnie jak w realu – mówi psycholożka Urszula Struzikowska – Marynicz. Specjalistka zwraca uwagę na różnice: – Uczucia, którymi obdarzamy, są jak najbardziej prawdziwe. Istnieje większe ryzyko, że zakochując się „w sieci”, zakochamy się bardziej w naszym wyobrażeniu o danej osobie niż w niej samej. Zdaniem niektórych Internet nie jest dobrym miejscem na miłość, bo prezentuje tylko ułamek danej osoby, jej wycinek i to często ten, który sama chce pokazać. Brakuje dotyku, zapachu, czasem nawet głosu. – Nie zgodzę się z twierdzeniem, że w sieci nie można się zakochać. Kiedyś ludzie zakochiwali się, pisząc do siebie listy. Było to postrzegane jako romantyczne. Dziś papier i atrament zastępują mnogie komunikatory internetowe. Taki romantyzm, jakie czasy. Czy zakochanie z happy endem? To trudno obiecać – mówi Urszula Struzikowska – Marynicz. Podwójne życie w Internecie To, czego boimy się najczęściej, to kłamstwo, które w sieci jest łatwiejsze do ukrycia. Boimy się również rozczarowania postacią, którą znamy tylko z najlepszych zdjęć (i same prezentujemy głównie takie). – Znałam mężczyznę, który stworzył kilka różnych tożsamości – mówi Agata – Wydało się to przypadkiem, gdy zdjęcie „swojego” chłopaka pokazała mi znajoma – to był „mój” chłopak. Zaczęłam drążyć, okazało się, że grał kilka ról, w zależności od potrzeby danej kobiety. Gośka przygotowywała dla uczniów prezentację, jak unikać oszustów w sieci. Dokopała się do kont pełnych zdjęć skradzionych innym użytkownikom. Zdjęcia były prawdziwie, co zwiększało realność postaci. W rzeczywistości nie wiadomo, kto krył się z drugiej strony. Ilona i Marek poznali się na facebookowej grupie dla samotnych rodziców. Marek szybko oczarował Ilonę, pisał prawie całymi dniami i nocami. Przeszli na rozmowy na kamerce. Wreszcie Marek zainicjował w grupie „coming out”, że są parą, chociaż jeszcze się nie spotkali i dzieliło ich kilkaset kilometrów. Ilona była zachwycona. Oboje zmienili status na „w związku”, wreszcie się umówili. Na żywo totalnie nie wypaliło. Kasia z Konradem poznała się w randkowej aplikacji, później „przypadkiem” wpadli na siebie na meczu. Dziś Kasia wie, że to nie był przypadek i że Konrad to spotkanie zaaranżował – w końcu dużo o niej wiedział z Internetu. Z czasem zaczął odwiedzać ją w pracy, bo „przypadkiem” robił zakupy w galerii handlowej, gdzie pracowała w butiku. Potem zaczął proponować podwózki, podrzucać jedzenie do pracy, wspólnie jeździli na zakupy, wylądowali w łóżku. – Teraz widzę, jak mnie osaczał, zacieśniał kręgi. Pomagałam mu wybrać nawet płytki do łazienki, bo mówił, że planuje remont. Myślałam, że to znak jego poważnych zamiarów. „Zapomniał” dodać, że chodzi o remont rodzinnego domu, w którym miał żonę i dziecko – opowiada Kasia. Z pomocą przyszedł Facebook, gdzie przypadkiem natknęła się na jego profil (on twierdził, że nie używa Facebooka, bo kradnie za dużo czasu). Kasia długo potem nie wchodziła w relacje, czuła się wykorzystana. – Zachowałam się strasznie naiwnie. Dziś od razu oczekuję, że ktoś mnie zaprosi do siebie, żebym mogła od razu zweryfikować, czy naprawdę jest wolny. Czym może grozić internetowa miłość? – W przypadku zakochiwania się w relacji on-line nie mamy dużej szansy na weryfikację obrazu potencjalnego partnera/partnerki, aż do momentu spotkania face to face – uczula psycholożka. Urszula Struzikowska – Marynicz wylicza najczęściej popełniane błędy i kłamstwa spotykanie w sieci. Oszukiwanie w zakresie wagi lub wieku – Przykładowo, kobiety odejmują sobie w relacji on-line kilka kilogramów. W nadziei, że skoro „punktują” w rozmowie, w realu tych kilka kilogramów nie będzie miało znaczenia. Niestety czasami ma. Podobnie postępują panowie, odejmując sobie lat. Rozczarowanie może być obustronne: ten, kto kłamał jest zawiedziony, że taki „drobiazg” może rozczarować drugą stronę. Z kolei osoba, którą oszukano, może podejrzewać, że to nie jest jedyne kłamstwo. Wyłudzanie pieniędzy To powszechnie znana informacja, a jednak wciąż można spotkać osoby, które wykorzystano finansowo. Nierzadko są to osoby, które na innych płaszczyznach życia są rozważne. Jak działa internetowy naciągacz? – Zdobywa zaufanie i sympatię. Diagnozuje potrzeby drugiej strony. Rozbudza nadzieje. Z czasem prosi o przysługę dotyczącą kwestii finansowej. Po udzieleniu pożyczki lub na przykład zarezerwowaniu wyjazdu (w domyśle wspólnego) nagle kontakt się urywa. Niezależnie od twojej sytuacji materialnej nie udzielaj pożyczek ani innych form wsparcia osobie, której dobrze nie znasz. Narcystyczni mężczyźni, kolekcjonerzy kobiet Kolejna pułapka w sieci to jeden wymiar przekazywania treści. W rozmowie na żywo łatwiej wychwycić np. kłamstwa – intonacja niezgodna z treścią, niewłaściwa mimika twarzy, specyficzna gestykulacja. W sieci mamy tylko treść, co najwyżej wzbogaconą emotikonami. Łatwiej reżyserować narrację i grać pewną rolę. – Pułapką jest grasowanie w sieci narcystycznych randkowiczów. Osoby o tym rysie osobowości poszukują satysfakcji pochodzącej z zainteresowania nimi. W sieci nietrudno spotkać osoby, które poszukują zaspokojenia innych potrzeb niż nawiązanie relacji. Narcyz pragnie uwagi, zachwycania się nim, adorowania go, chce czuć się ważny, silny, kompetentny i atrakcyjny, chce decydować o granicach relacji, dysponować nimi. Relacja ta staje się toksyczna już na samym początku – ostrzega Urszula Struzikowska – Marynicz. Chociaż każda z nas jest wyjątkowa, rzadko jesteśmy wyjątkami, jeśli chodzi o sukces lub porażkę w relacji. Układ z narcyzem jest skazany na niepowodzenie. – Jeżeli narcyz dostanie to, czego chce, z czasem znudzi się dającą osobą. Jeżeli tego natomiast nie dostanie, poszuka szybko gdzie indziej. Nie ma on relacji z nami, ale z benefitami, jakie może od nas uzyskać – zwraca uwagę psycholożka. Jak rozpoznać narcyza w sieci? Narcyz może przesyłać ci mnóstwo swoich zdjęć, może przesyłać bardzo długie opisy swoich stanów ducha, swoje wspomnienia, przeżycia. Rozmowa z nim nie jest naturalną wymianą zdań, ale ma formę „wykładu” z jego strony, a z twojej strony oczekiwać będzie tylko zachwytów i przytakiwania. W takich kontaktach ufaj swojej intuicji. Jeśli wydaje ci się, że coś „dziwnego” jest w danym mężczyźnie i jego sposobie bycia, prawdopodobnie masz rację. Zajęci udający wolnych Większość osób, które podejmowały próby randkowania w sieci, spotyka wcześniej czy później żonatych/zajętych mężczyzn. Wśród nich są tacy, którzy ukrywają ten fakt oraz tacy, którzy są „uczciwi” i na wstępie informują, że szukają „tej drugiej”. Oczywiście, każdy z nich podaje szereg „bardzo ważnych powodów”, dla których nie może odejść od żony. Niekiedy osoby bardzo spragnione jakiejkolwiek relacji przyjmują te wyznania za „dobrą monetę”. Wierzą, że ukochany naprawdę nie sypia z żoną, a łączy ich tylko kredyt, presja rodziny, dzieci albo wspólny chomik. – Kolejna grupa randkowiczów, o której opowiadają rozgoryczone panie, to osoby, które w sieci przede wszystkim leczą swoje kompleksy. Pan ma żonę, dzieci i życie, z którego niekoniecznie jest zadowolony, ale nie na tyle, by je porzucić. Jednocześnie opisuje siebie jako singla poszukującego głębokiej relacji. Oczywiście niejedna pani chciałaby być tak „wyjątkowa”. Tymczasem po otrzymaniu atencji, pan – znów nudząc się – zaczyna poszukiwania od początku. Chce znów czuć świeżość relacji i podekscytowanie uwodzeniem. To przerywa jego codzienną rutynę, to go dowartościowuje – mówi Urszula Struzikowska – Marynicz. Osoby bojące się życia poza siecią Co najmniej część z osób chcących umówić się przez Internet spotyka kogoś, kto bardzo chciałby się spotkać, ale… wiecznie nie może. Zawsze coś lub ktoś staje na przeszkodzie: korek, nadgodziny, choroba w rodzinie, zalanie łazienki… – Osoby, z którymi randkujemy w sieci, nierzadko mają duże trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji w bezpośrednim kontakcie – tłumaczy Urszula Struzikowska – Marynicz. – Z tego powodu taka relacja on-line może nie mieć szansy przeniesienia się do realu. Takie relacje można poznać między innymi po sabotowaniu wszelkich propozycji spotkania. Niekiedy pomimo super rozmów na randkowym chacie trudno o równie fajny kontakt w realu. Osoby agresywne Spotykając kogoś na żywo, mamy pewne szanse rozpoznać, że dana osoba ma skłonności do agresji (ale tylko w pewnym stopniu. Dlatego zdarzają się np. gwałty na imprezach, gdzie teoretycznie są sami znajomi). Umawiając się z kimś z sieci, możemy trafić na agresora lub gwałciciela. Dlatego na pierwsze spotkanie umów się w miejscu publicznym, które znasz. Możesz wcześniej poprosić koleżankę, żeby kontrolnie zadzwoniła w czasie spotkania. (Taki telefon przyda się też, jeśli po prostu chcesz wcześniej wrócić do domu i szukasz pretekstu). – Szarmancki i uwodzicielski kandydat z sieci może okazać się nachalnym, intruzywnym i niebezpiecznym zagrożeniem dla nas w realnej przestrzeni – ostrzega psycholożka. – Już nie musi uwodzić i zabiegać, bo jest o włos od dostania tego, po co się tu zjawia. Kłamstwa, fikcyjne profile – Gdy umawiałam się przez Internet, prawie wszyscy deklarowali się jako fani sportu – wspomina Beata. – Na żywo okazywało się, że jedynym ich ruchem jest przyciskanie zmiany kanałów w pilocie od telewizora. Poza tym nagminnie kłamali w sprawie wzrostu. 90 którzy jakoby mieli 180 cm, okazywało się niższymi niż moje 175 cm. Psycholożka Urszula Struzikowska – Marynicz potwierdza: – Profile na portalach randkowych często podają niespójne informacje, ogólniki o danej osobie. Sprzyja to mechanizmowi dopełniania obrazu danej osoby o własne wyobrażenia na jej temat i fantazje życzeniowe. Profile randkowiczów są często koloryzowane, są jak oferty produktów na sprzedaż. – W sieci roi się także od rzekomo wysportowanych pasjonatów drogich dyscyplin sportowych, majętnych singli gotowych zafundować siebie i komfort finansowy, niesłusznie porzuconych i pokrzywdzonych w stylu on jej nie kocha, ona go nie rozumie, oni już ze sobą nie sypiają – wymienia specjalistka. W Internecie można ukryć wszystko: żonę, długi, problemy z alkoholem lub inne nałogi. Bądź czujna, aby umiejętnie wychwycić, jeśli pewna granica zostanie przekroczona. Anka kiedyś umówiła się z mężczyzną, który wydawał się bardzo interesujący: jak ona wielbiciel teatru, oczytany, zakochany w podróżach. Spotkali się w południe na kawę, ale on zamiast kawy wypił dwa piwa, po czym powiedział, że zaraz wyjeżdża, sam prowadząc auto. „Uspokoił” Ankę, że nie boi się utraty prawa jazdy, bo już zabrano mu je za punkty. Jak zadbać o siebie w sieci? Co robić, aby chronić siebie i – o ile to możliwe – uniknąć zawodu? Pytaj i słuchaj Cieszysz się, że trafiłaś na uważnego słuchacza? Na kogoś zainteresowanego tobą? To oczywiście ważna cecha, ale nie pozwól, aby twoje opowieści zdominowały rozmowę. Staraj się jak najwięcej dowiedzieć o drugiej osobie, zadawaj pytania, po pewnym czasie wróć do tematu, żeby sprawdzić prawdomówność rozmówcy. – Odpowiedzi dobrze jest zapamiętywać, a nawet zapisywać te najbardziej dla nas znaczące lub takie, które nas niepokoją – podpowiada Urszula Struzikowska – Marynicz. Psycholożka zachęca, aby ufać intuicji. – Czasem potrzeba wiary w coś, na co mamy nadzieję, jest silniejsza od instynktu samozachowawczego. Ten, chociaż na drugim planie, często wysyła sygnały o tym, że coś jest podejrzane, przesłodzone, niejasne, mało prawdopodobne, „za szybkie”. Ufajmy sobie w większym stopniu, zanim zaprzeczymy i wyprzemy ważne sygnały. Dobrym pomysłem jest również podzielenie się swoimi przeżyciami i odczuciami z bliskimi. Rzeczowo spójrzmy na krytyczne uwagi z ich strony. Uważaj na love bombing Kinga wspomina swój sieciowy romans z Karolem: – Jeszcze się nie spotkaliśmy, a on już planował, podział obowiązków w „naszym domu”, a nawet wybór obrączek. Był świeżo po rozwodzie, mam wrażenie, że po prostu chciał obsadzić stanowisko, które zrobiło się wolne. Mieszkał kilkaset kilometrów ode mnie i liczył, że ja się tak po prostu tam przeprowadzę. Wyznawał miłość, choć nawet mnie dobrze nie znał. Ale było to tak urocze, że nawet kupiłam do niego bilet. Dziś wiem, że takie zachowania to klasyczny „love bombing”. Z biletu jednak nie skorzystała. Tuż przed planowaną podróżą on zaczął zwracać się do niej „głuptasie”, „głupku”, „paskudo”, „draniu”. Twierdził, że to pieszczotliwe i że tak nazywa osoby, na których mu zależy. Gdy stanowczo zaprotestowała, stwierdził, że czuje się atakowany, skrzywdzony i poniżony. Kinga urwała kontakt. Wielki nieobecny On proponuje spotkanie, ale zawsze coś stanie na przeszkodzie? Ty proponujesz, ale on odmawia? – Jeżeli partnerka/partner relacji stale nie może się z nami spotkać, kontakt z nim/nią przez telefon czy wideochat jest stale niemożliwy, osoba przejawia tendencję do znikania na jakiś czas bez śladu lub mamy wrażenie, że udziela odpowiedzi często wymijających, woli pozostać tajemnicza, sprawia wrażenie, jakby pisała z kilkoma osobami naraz, zatrzymajmy się – zwraca uwagę psycholog. – Poza potrzebą kochania i bycia kochanym, mamy również potrzebę bycia bezpiecznym. Wsłuchajmy się w swoje emocje, w sygnały, jakie wysyła nam nasze ciało poprzez emocje. Pomimo oszołomienia motylami w naszym brzuchu nie zapominajmy, że posiadamy również głowę. Zobacz także FilmThe Beaver20111 godz. 31 min. {"rate": {"id":"527776","linkUrl":"/film/Podw%C3%B3jne+%C5%BCycie-2011-527776","alt":"Podwójne życie","imgUrl":" dyrektor fabryki zaczyna traktować pluszową maskotkę bobra jak najlepszego przyjaciela. Więcej Mniej {"tv":"/film/Podw%C3%B3jne+%C5%BCycie-2011-527776/tv","cinema":"/film/Podw%C3%B3jne+%C5%BCycie-2011-527776/showtimes/_cityName_"} {"linkA":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeA","linkB":"#unkown-link--stayAtHomePage--?ref=promo_stayAtHomeB"} Film przedstawia historię Waltera Blacka (Mel Gibson), który jest właścicielem fabryki zabawek. Mężczyzna przechodzi ciężkie załamanie nerwowe, a jedynym sposobem na ukojenie jego cierpienia okazują się rozmowy z pacynką bobra, którą zaczyna nosić na ręce. To przez nią się komunikuje. Maskotkę traktuje także jako najlepszego przyjaciela. $6 370 816 na świecie$970 816 w USA$5 400 000 poza USA$21 000 000Participant Media (przedstawia) / Summit Entertainment (przedstawia) / Anonymous Content (współudział) / Więcej...Początkowo Jodie Foster chciała powierzyć rolę Norah Kristen Stewart, ale aktorka była w tym czasie zajęta pracą na planie serii Zmierzch. Film kręcono w Nowym Jorku, White Plains, Harrison i Mamaroneck (Nowy Jork, USA). Tak niewiele o niej wiemy. Ignorujemy, dopóki sami jej nie poznamy-czy to osobiście czy za pośrednictwem osoby nam bliskiej. Depresja jest czymś o wiele bardziej złożonym,ale ten film pozwala przypomnieć,że ona istnieje. Może się wydawać, że to film jakich wiele, lecz tak naprawdę ma ogromny przekaz, jest ... więcej Film o ciężkiej chorobie psychicznej jaką jest ChAD. I na którą sam Mel choruje. Także nikt nie mógł tego zagrać lepiej niż sam on. Człowiek który nie doświadczył tej choroby nie jest wstanie zrozumieć jak wielkie cierpienie niesie dla samego siebie i rodziny. Dla mnie film jest genialny. ... więcej To film ciekawy z przynajmniej kilku powodów. Po pierwsze, Mel Gibson niejako przyznaje się przed kamerą: tak, odjebało mi; miałem moment głębokiego załamania i wyrzucałem z siebie jakieś okropności, których teraz się wstydzę. Ale nie potrafię powiedzieć tego głośno, więc zupełnie jak mój ... więcej Wielka niespodzianka i coś na co czekałem od dawna: emocje, które są miarą wartości filmu zamiast oskarów, które rzadko są wyznacznikiem dobrego kina. O czym jest nowy film Jodie Foster? O facecie, który nie potrafi się zabić, o chłopaku, który poznaje dziewczynę, a potem ona poznaje jego. o ... więcej Opowiada o depresji człowieka, który ma normalną rodzine, a jednak nienormalną "terapię". Wszyscy wiemy i uczymy się o depresji. Jednak, czy możemy takiej osobie pomóc? Owszem, musimy ją wspierać cały czas, a nie wyrzucać z domu jak żona bohatera. Nie jesteśmy wszyscy psychologami, jednak rozmowa ... więcej fot. Adobe Stock, fizkes Po trzydziestu pięciu latach małżeństwa powiedzieć drugiej połowie: „Wynoś się, niech cię moje oczy nie widzą”, to nie jest zwyczajna sprawa! W dodatku nie zrobić tego w trakcie awantury, nie krzyczeć, nie rzucać talerzami, tylko spokojnie, normalnym głosem oznajmić: „Walizki masz spakowane. Daję ci kwadrans. Potem wszystko wyląduje przed blokiem. Znasz mnie, wiesz, że nie żartuję…” – I co? – pyta koleżanka, której ze szczegółami opowiadam całą historię – posłuchał i wyniósł się? – A miał inne wyjście? Wiedział przecież, że nie rzucam słów na wiatr. Znamy się jak łyse konie. – Skoro tak dobrze go znasz, to jakim cudem nie zauważyłaś, że cię oszukuje i to od tylu lat? Oślepłaś nagle, ogłuchłaś, straciłaś węch i inne zmysły? Co się stało? – To bardzo dobre pytania – mówię – tylko nie potrafię na nie odpowiedzieć. Jak się komuś wierzy, tak jak ja wierzyłam Karolowi, to się na wszystko przymyka oczy, choćby nawet to „wszystko” było nie wiem jak podejrzane i niepewne. Dla mnie mąż był wzorem uczciwości. Dopóki nie poznałam prawdy, określałam go takimi słowami, jak: „wierny”, „solidny”, „pewny”, szczery… Dzisiaj do każdego z nich dodaj „nie” i wyjdzie ci, jaki jest naprawdę. Czemu wcześniej się nie połapałam, co jest grane? Może dlatego, że jest świetnym aktorem, udawaczem, kłamczuchem, a ja od zawsze lubiłam kino i wierzyłam w to, co pokazują na ekranie, więc w końcu pomyliło mi się prawdziwe życie z fikcją? Tak się przecież zdarza. Ten kłamca prowadził podwójne życie Koleżanka chce wiedzieć więcej, a ja potrzebuję się komuś zwierzyć, dlatego opowiadam o tamtych latach, podczas których do głowy mi nie przyszło, że Karol ma drugi dom, inną prawie rodzinę, kobietę, a nawet psa. Dziwne, ale ten obcy pies boli mnie najbardziej, bo jakby pieczętuje zdradę męża również tym, że w odróżnieniu od naszego Morusa jest małym, białym pudelkiem. Kiedy się o nim dowiedziałam, o mało mi serce nie pękło. Tak to odczułam, jakbym została oszukana i odepchnięta podwójnie: za siebie i za Morusa, który o niczym nie wie, choć na pewno czuje, że coś jest nie tak, bo kochał swego pana i teraz tęskni, leżąc pod drzwiami z łbem na przednich łapach, i czeka, aż usłyszy znajome kroki na schodach. Nie usłyszy. A gdyby nawet, to nic się nie zmieni, bo tamta kobieta i tamten pies są dla Karola ważniejsi niż ja i Morus. Myślę sobie, że on też jakoś to czuje, dlatego jest taki smutny. Był z nami od szczeniaka, więc nie zna innego życia. Nie mogę Karolowi wybaczyć, że o tym też nie pomyślał… Dzieci nie mieliśmy. To dla mnie żadna pociecha, że TAM też ich nie ma, to znaczy są, ale tej kobiety z jej poprzedniego związku, bo Karol nie może mieć potomstwa. To był mój wielki problem. Długo myślałam o adopcji, ale on się nie zgadzał, więc w końcu i ja zrezygnowałam. Teraz żałuję, bo okazało się, że to ja zostałam przegrana i na lodzie. On swój instynkt ojca zaspokoił, mnie pozbawiając takiej szansy. Czego mnie jeszcze pozbawił? Na przykład domu z ogródkiem. Uwielbiam przyrodę, kwiaty, pracę na powietrzu, sadzenie, kopanie, pielęgnowanie roślin i tak dalej… Karol zawsze twierdził, że to go męczy i nudzi, że może mieszkać tylko w bloku i to w środku miasta. Uległam, co miałam robić? I co? Ano to, że ta druga mieszka na przedmieściu, ma po rodzicach parterową chatkę, którą Karol pomógł jej rozbudować i wyremontować, i całkiem spory kawałek ziemi, na którym mój mąż pracował jak pańszczyźniany chłop, znajdując w tym podobno dużo przyjemności. Tylko dla niej były czerwone róże Był na tyle bezczelny i podły, że wiele razy przywoził mi stamtąd piękne warzywa i kwiaty, mówiąc, że dostał je od znajomych z pracy. Byłam zadowolona, że tak się stara o dom – gdybym wiedziała, kto chodził wokół tych grządek, wywaliłabym wszystko na śmietnik, tego zdrajcę również i to dużo wcześniej. Pamiętam, że kiedyś przytargał wielki bukiet kremowych róż. Szkoda, że nie czerwone – powiedziałam – najbardziej lubię czerwone, następnym razem poproś znajomych o takie. Nigdy nie dostałam od męża czerwonych róż. Najwidoczniej były zastrzeżone dla tamtej, wiem to dopiero teraz i tak mnie to boli, jakby wszystkie różane kolce wbiły mi się w serce. Co sobie o tym pomyślę, muszę brać lekarstwa. Dowiedziałam się, że z tamtą chodził do kościoła. Wprawdzie nie na każdą mszę, ale ilekroć tam był, ludzie go widywali siedzącego zawsze na tej samej ławce pod chórem. Karol jest ochrzczony i pochodzi z katolickiej rodziny, ale nie praktykował. Wiele razy go prosiłam, żeby się przełamał choćby w święta, ale zawsze odmawiał, więc moja rodzina, znajomi, sąsiedzi widywali mnie samą w kościele, a ksiądz podczas wizyt po kolędzie już nawet nie pytał, gdzie jest mąż. Wszyscy wiedzieli, że to dla mnie delikatny i bolesny temat. Nie mogłam zrozumieć, czemu wszystko, co mi odebrał, oddał jej, i to z nawiązką, jednocześnie ode mnie nie odchodząc, tylko żyjąc na dwa domy i dwie kobiety. Przecież gdyby mu było naprawdę źle, mógłby wszystko rzucić i odejść. Gdyby mnie nie kochał, nic by go przy mnie nie trzymało, tym bardziej że ja już najlepsze lata mam za sobą, od dawna nie jestem tą ładną kobietą, za którą się wszyscy oglądali. Zdrowie zaczyna mi się sypać, a kiedy znienacka zobaczę siebie w ulicznej wystawie albo sklepowym lustrze, mam ciarki, że aż tak się zmieniłam i zbrzydłam. Kiedy się wszystko wydało, pierwszą moją myślą było, dlaczego mnie nie rzucił? Dlaczego to ciągnął? Przecież musiało mu przychodzić do głowy, że kiedyś wpadnie, bo takie rzeczy prędzej czy później się wydają. Miał warunki idealne, aby żyć podwójnie Pracował jako przedstawiciel handlowy, był w ciągłych rozjazdach dziś tu, jutro tam, trudno go było namierzyć i sprawdzać, zresztą ja tego nigdy nie robiłam, tak wiarygodny i pewny mi się wydawał. To, że czasami zmieniał plany, nagle wyjeżdżał, długo gadał przez telefon, bywał zdenerwowany i wyglądał jakby myślał o czymś innym, tłumaczyłam pracą. Tłumaczył mi, że taki jest obecnie świat, że konkurencja nie śpi, że aby mieć wyniki sprzedaży trzeba się nagłowić, najeździć i naharować, więc mam zrozumieć, że czasami bywa niespokojny i trudno się z nim dogadać. To mi się obecnie wydaje idiotyczne, ale ani przez moment nie podejrzewałam go o nic paskudnego. Nawet gdy kiedyś nie wrócił na święta albo przez tydzień nie mogłam się do niego dodzwonić w czasie wakacji, też kładłam to na karb problemów zawodowych. Tylko raz zadzwoniłam do jego firmy, ale mi powiedziano, że jest w długiej trasie i że widocznie nie ma zasięgu. Uwierzyłam, czemu niby miałabym nie wierzyć? Wmawiał mi, że jest dziesięciu młodych na jego miejsce i czyhają, aby się go pozbyć pod byle pretekstem, więc musi podwójnie uważać. Dlatego bierze wszystkie zlecenia i nie wybrzydza, żeby sobie nie nagrabić. Kupiliśmy nowy samochód, planowałam kapitalny remont mieszkania – było wiele wydatków, a jego pensja stała w miejscu. Tak mówił, bo później dowiedziałam się, ile naprawdę zarabiał i na co szły te pieniądze. Byłam oszczędna i nie ciosałam mu kołków na głowie o kasę. Razem z moimi poborami wystarczało nam na wygodne życie. To tamtej ciągle było mało i mało, więc mój mąż brał nowe obowiązki, dorabiał gdzie się dało i pchał w tamten worek bez dna. Ale nie narzekał. To mnie nieustannie ograniczał i namawiał do liczenia każdego grosza. My – tydzień w agroturystce, oni – tydzień nad egzotycznym morzem. My – grill z kaszanką u znajomych, oni – owoce morza w eleganckiej knajpce na Teneryfie. Ale ja wtedy o niczym nie wiedziałam… Jak się wszystko wydało? No cóż, w pewnym wieku nawet całkiem zdrowy i na oko silny mężczyzna ma swoją normę na wysiłek. Karol nie tylko pracował za dwóch, ale nie oszczędzał się jako facet, więc nic dziwnego, że zaczął niedomagać krążeniowo i pewnego dnia zasłabł w tym drugim domu. Karetka, reanimacja, szpital, telefon do żony, czyli do mnie. Szybko się dowiedziałam, skąd go przywieziono. Jeszcze szybciej poskładałam pewne fakty w całość i pojechałam pod tamten adres. Natychmiast zobaczyłam ogromną fotografię oprawioną w antyramę i wiszącą nad komodą. Na fotografii roześmiana rodzina: blondynka, która otworzyła mi drzwi, nastolatka z kolczykiem w nosie, biały pudelek i… mój mąż Karol obejmujący blondynkę, nastolatkę i pudelka. Tak się dowiedziałam… Kiedy Karol wrócił ze szpitala, kazałam mu się wynosić. Czy mu kiedyś przebaczę? Wątpię. Czy się zejdziemy? Nie sądzę. Czy cierpię. Tak. Czy będę umiała zapomnieć? Nie będę umiała. Tego jestem pewna! Czytaj także:„Były mąż chce zabrać naszego syna w góry na całe ferie. Chce poudawać wzorowego tatusia”„Ja zajmowałam się nowo narodzoną córką, a mąż przygruchał sobie kochankę. Moje ciało po ciąży przestało go pociąga攄Nikt nie wie, że brat przed wypadkiem pożyczył mi 10 tysięcy. Leży w śpiączce, więc jeśli nie umrze, to mu oddam”

facet ktory prowadzi podwojne zycie