W internecie pojawiła się lista piosenek, które zostały zakazane przez Kościół i nie mogą być wykonywane podczas ślubu. Znalazły się na niej nie tylko banalne utwory, jak "Ave Maria Najbardziej kontrowersyjne apokryfy. Nowotestamentowe apokryfy - czyli księgi wyrzucone poza kanon Pisma Świętego - zawierają bardzo wywrotowe treści. Są one nierzadko sprzeczne z naukami Kościoła i burzą znany nam obraz Chrystusa. Dla osób wierzących jest to temat trudny, tym bardziej, że księgi dziś uznawane za "wyklęte" były Re: Piosenki zakazane przez Kościół? autor: Jozek » 2022-07-02, 06:46. Bardzo podobna wymowe, przynajmniej dla mnie maja slowa Pink Floyd-ow w "Another brick in the wall". Szczegolnie wyraznie gdy "the wall" to sciana wiezy Babel. Ostatnio zmieniony 2022-07-02, 06:52 przez Jozek, łącznie zmieniany 2 razy. Lyrics, Meaning & Videos: GASEOUS GOD, Intro, Blizny i Rany, Nadchodzą Dziady, Gaseous God (feat. Piotr 'Peter' Wiwczarek & Vader), Treny, Diabeł we Mnie, Рука Z rozkazu papieża, spowiednicy mieli obowiązek dowiadywać się, kto czyta i rozpowszechnia zakazane druki.Zakazane dzieła palono, a ich wydawców i autorów prześladowano i mordowano. Przez następne cztery wieki, na Indeks Ksiąg Zakazanych trafi ponad 4000 dzieł najwybitniejszych naukowców i myślicieli. Chi Rho. Jeden z najstarszych chrystogramów używanych przez chrześcijan. Składa się z nałożenia dwóch liter: Chi "Χ" i Rho "Ρ", czyli dwóch pierwszych liter, od których rozpoczyna się greckie tłumaczenie Imienia Chrystus - ΧΡΙΣΤΟΣ. Cesarz Konstantyn używał tego symbolu jako swojego godła. W dni pokuty wyznaczone przez Kościół powstrzymać się od spożywania mięsa i zachować post. Wierni są zobowiązani dbać o potrzeby materialne Kościoła, każdy według swoich możliwości. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych. DBLh. Kościół i jego decyzje nie zawsze wydają się nam słuszne i zrozumiałe. Wielu ludzi często polemizuje z jego osądami, nie tylko na tle światopoglądowym, lecz także kulturowym czy społecznym. Tym razem padło na popularne piosenki grane w trakcie ślubów. Okazuje się, że uwielbiane przez Polaków utwory zostały potępione przez i lato to sezon weselny. Wtedy najwięcej par młodych decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego i wyprawienie hucznego wesela. Tym razem Kościół postanowił wydać decyzję w sprawie (nie)dozwolonych piosenek na tę uroczystą liturgię. Niektóre tytuły mogą zaskakiwać. Powstała nawet specjalna lista. Kościół i jego lista piosenek zakazanychW tym roku młode pary mają niemało kłopotów związanych z wejściem w sakrament małżeństwa. Oprócz organizacji pięknego ślubu i hucznego wesela muszą się mierzyć z obostrzeniami dotyczącymi koronawirusa oraz… restrykcyjnymi kościelnymi przepisami. Może zdarzyło się wam uczestniczyć w ślubie, gdzie był grany utwór Hallelujah Leonarda Cohena lub Ave Maria Jana Sebastiana Bacha. Niestety, musimy o nich zapomnieć. Te dwa utwory, podobnie jak wiele innych, znalazło się na liście niechlubnych piosenek granych podczas tej wyjątkowej sceny nad polskim morzem. Wszystko na plaży i oczach plażowiczówKatarzyna Dowbor z „Nasz nowy dom” nie może się otrząsnąć. Gdy dotarła do niej dramatyczna wiadomość, była wzburzonaKurs śpiewania podczas uroczystościJak donosi portal Kuria Płocka ogłosiła ostatnio specjalny kurs przygotowawczy, który pozwoli na zdobycie uprawnień i umiejętności do śpiewania podczas nabożeństw. Za jedyne 150 zł uczestnik kursu dowie się jak ma dobierać piosenki na te specjalne czynności tylko na pozór okazują się łatwe, ponieważ nieumyślnie można sięgnąć po piosenkę zakazaną przez hierarchów. Kurs pozwoli uniknąć takich błędów.– Będziemy organizować kurs liturgiczny dla takich osób: żeby zrozumiały czym jest liturgia, jak ona przebiega, jakie śpiewy mogą być podczas niej wykonywane – donosi dalej strona która natrafiła na tę informację na portalu tamtejszej listy dołączyły takie tytuły jak Serce Matki Mieczysława Fogga, All You Need Is Love zespołu The Beatles czy Niech mówią, że to nie jest miłość Piotra wy co myślicie o takiej decyzji? Znacie i lubicie te piosenki?ZOBACZ ZDJĘCIA:Fot. @zinnywooweeKościół sporządził listę zakazanych piosenek na @ młode muszą mierzyć się z kolejną restrykcją. ZOBACZ TEŻ:Nikt się nie spodziewał. Dagmara przekazała radosną nowinę, zewsząd płyną gratulacjeOd września ogromna zmiana dla Polaków. Eksperci nie mają wątpliwości, aż 41 proc. z nasLidl rozdaje 1000 złotych. Wystarczy zrobić jedną, bardzo prostą rzeczAdam: „Każdy facet chce mieć tzw. żonę-idiotkę. Takie są najlepsze na życie”Tyszkiewicz zdradziła głodową kwotę emerytury. Luksusowe restauracje są poza zasięgiemŹródło: obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek! Zapewne spłonę w piekle za uchylenie rąbka tajemnicy, ale jest pewien problem i trzeba go rozwiązać. Długo zastanawiałem się nad tym tematem i po batalii z samym sobą doszedłem do prostego w zasadzie wniosku: zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane! Zapewne dziwi Was takie podejście do sprawy, ale jak się okazuje ułatwiło by to życie podróżnikom i innym zainteresowanym sztuką sakralną. A przede wszystkim przedstawicielom kleru! Dlaczego? Przykłady mnożyć można… i mnożyć! Uwaga: Zdjęć przedstawiających obiekty sakralne z Polski nie należy łączyć z przykładami poniżej. Odwieczny problem z grafikiem Odwiecznym problemem w zwiedzaniu kościołów jest przede wszystkim dostęp do nich. Najprościej w świecie są one zamknięte, bo nikt nawet nie przypuszcza, że istnieją ludzie, którzy chcieliby móc wejść do Domu Bożego poza wyznaczonym harmonogramem. No właśnie! Skoro to jest tak zwany Dom Boży, to chyba z urzędu powinien stać dla wiernych otworem? Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Nie chciałem porównywać Polski do Francji czy Niemiec, ale chyba to się nie uda. We Francji dwa razy zdarzyło mi się, że kościół był zamknięty. W Niemczech tylko raz. Na setki obiektów, które zobaczyłem to dość niewielki procent. Jak wiadomo francuskie kościoły naszpikowane są często bezcennej wartości dziełami, a mimo to nikt nie zamyka ich na trzy spusty. Co w takim razie znajduje się w naszych kościołach, że ciągle trzymane są pod kluczem? Przecież plastikowych wazonów czy imitacji kwiatków nikt stamtąd nie wyniesie! Abstrahując od wartości potencjalnych artefaktów i argumentu jaki teraz zakłębi się w Waszych głowach, że Polacy wszystko wyniosą i zniszczą można to przecież rozwiązać. Sprawa jest prozaicznie prosta, dlaczego by nie zostawić klucza na plebanii? Teoretycznie zawsze ktoś tam urzęduje. Jako przykład nasuwa mi się wizyta w jednym z dolnośląskich kościołów. Słoneczne, niedzielne popołudnie, dookoła pies się nie żeni. Na drzwiach karteczka, że klucz na plebanii po drugiej stronie ulicy. No spoko. Dzwonimy domofonem do plebana. Nic. Do innej jego eminencji. Nic. Nawet kucharka nie odpowiada. Na drzwiach jednak informacja o posłudze podczas ostatniego namaszczenia – kiedy bądź! O każdej porze dnia i nocy. Otóż nie chcę nikogo martwić, ale wygląda na to, że ostatnie namaszczenie nigdy nie nadejdzie. A ja się o klucz martwię, kiedy w grę wchodzi wieczne zbawienie. 10 średniowiecznych katedr we Francji, których mogliście nie znać! Rozwiązanie z kluczem na plebanii, tak jak zresztą zostawienie otwartych drzwi – nietrafione. No to co? To może grafik dla zwiedzających? Czemu nie, ale… no właśnie pani na Kujawach z kolei powiedziała nam, że jej miasto nie ma pieniędzy żeby płacić osobie, która pilnowałaby każdego kościoła. Stąd otwarte dla zwiedzających są wyłącznie dwa. Wolontariusze? Studenci? Może ktoś komu sprawi przyjemność pilnowanie takiego obiektu. Nie oszukujmy się, w tej kwestii da się wymyślić wiele rozwiązań. Ale, ale! A gdyby tak po prostu zostawić klucz u osoby, która pełnić będzie „dyżur”, ale w domku – u siebie? We Francji, w miejscowości Morienval, która szczyci się wspaniałym kościołem romańskim z niesamowitą ilością relikwii i rzeźb gotyckich zadziałało. W gablotce przy drzwiach podano numer telefonu i adres osoby kontaktowej. Przemiły, starszy Pan poprosił o dowód osobisty i w zamian dał nam klucz. Dzięki temu spędziliśmy w kościele dwie godzinki mogąc bez pośpiechu podziwiać i robić zdjęcia do woli. Oczywiście wszystko w ramach rozsądku i poszanowania dla tego miejsca. Uważamy się za osoby myślące, więc zachowaliśmy powagę i ciszę. Nie wynieśliśmy też żadnej relikwii, ani nie próbowaliśmy się nigdzie włamać. Można? Można! Polak człowiekowi wilkiem Poszanowanie dla miejsca sacrum to zdecydowanie ważna sprawa, jednak człowiek z aparatem w parafialnym kościele w Koziej Wólce wciąż budzi zainteresowanie. Niestety wydźwięk tego słowa jest tutaj jak najbardziej negatywny, co zresztą zaskakuje! Faktycznie jedyna możliwość, jaka pojawia się na zobaczenie i sfotografowanie kościoła to dziura między kolejnymi mszami. Podczas gdy rzesze ludzi wymieniają nagrzane dla nich ławeczki, my kroczym między nawami przyglądając się najmniejszym detalom. Za nami wodzą zaś nieprzyjaznym wzrokiem wierni, którzy o dziwo zamiast poświęcać czas na medytację, komentują frywolnie naszą obecność. Temat wprawdzie jest drażliwy, a granica dość cienka. Staramy się swoją obecnością nie zwracać uwagi, nie rozstawiamy trójnogu podczas przerwy między mszami, nie paradujemy w nawie głównej, więc nie powinno być problemu. A jest. Dlaczego? Nikt tego nie wie. Warmińsko-mazurskie: 10 miejsc, które pokochacie! Pośród co najmniej kilkunastu kościołów w dwóch udało się to, co niemożliwe. Sfotografowanie pomiędzy mszami, gdzie ludzie byli uśmiechnięci i zapraszali nas do środka. Wiejski kościółek doby gotyku w małej miejscowości Rokicie, pomiędzy Włocławkiem i Płockiem, nieoczekiwanie stał się oazą uśmiechu i gościnności. Kolejnym był kościół w Łasku do którego zaprosił nas tamtejszy ksiądz i zafascynowany opowiadał nam historię tego miejsca. Widząc ciepłe przyjęcie, ludzie nie patrzyli już na nas jak na kosmitów, a raczej jak na członków ich wspólnoty. Przykładów niestety w tym przypadku nie da się mnożyć. Bo ksiądz nie lubi Nie wiem jednak co jest najgorsze w samym zwiedzaniu zabytków sakralnych w Polsce, czy wierni patrzący spod byka (gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno gryźlibyśmy ziemię) czy osoby odpowiedzialne za kościół (kler w znacznej większości). Z tej strony chyba spotkaliśmy najwięcej niezrozumiałego oporu. Znów chętnie przytoczę przykład Francji, gdzie wejście na prezbiterium nie jest niczym niesamowitym. Robiąc zdjęcia sakramentarium, które znajduje się w części chóru jednego z dolnośląskich kościołów musiałem dosłownie nadepnąć na schodek, by złapać pożądany kadr. Za „próbę wtargnięcia” do strefy duchownych zbeształa mnie zakonnica, która zareagowała na to jak oblana wrzącą oliwą, kwitując: „jak zostanie pan księdzem, to wtedy na prezbiterium wpuścimy!” Przyznam, że miałem całkiem trafną ripostę, ale ze względu na dobre wychowanie ugryzłem się mocno w język. Skoro tylko księża mają wstęp do tej strefy to co robiła tam zakonnica? Hmm… 10 katedr Niemiec w cieniu kolońskiej archikatedry Wbrew pozorom nie wyprowadziła mnie ona tak mocno z równowagi, jak pani „kościelna” w innym z kościołów na Dolnym Śląsku. Wyczekaliśmy dwie godziny pod romańską świątynią, tylko po to, by usłyszeć, że „ksiądz nie lubi jak się robi zdjęcia w jego kościele”. To fraza, która zadziałała na mnie jak płachta na byka, ale i tym razem nie mogłem pozwolić sobie na żaden wywód. Albo gryzę się w język, albo nie zobaczę kościoła, który mnie interesuje. Niestety, to sytuacja podbramkowa. Teraz jednak zapytuje się „od kiedy księża są właścicielami kościołów?” Niestety większych bredni już dawno nie słyszałem, ale księża zwłaszcza na wsiach traktowani są wciąż z niezrozumiałą czcią. Od średniowiecza trochę się jednak zmieniło, więc chyba czas, by społeczeństwo dostąpiło kroku światu. Wiem, że jeszcze wiele czasu musi upłynąć, nim babcie przestaną oddawać każdy grosz ze swojej ciężko wypracowanej emerytury „dla księdza”. Mam nadzieję też jednak, że z tą zmianą kościół i przede wszystkim jego członkowie otworzą się na wiernych. Nie ma chyba nic gorszego niż zamknięta wspólnota, bo to kojarzy się wyłącznie z sektą. Zadowolić księdza Pamiętam jak przez telefon chciałem zaanonsować się na wizytę w jednym z kościołów województwa kujawsko-pomorskiego. Jak możecie się domyślić pani w słuchawce nie brzmiała na zadowoloną, kręciła nosem, że minimum 5 osób i w ogóle dajcie spokój. Najlepiej żebyśmy nie przyjeżdżali, bo ona ma dzisiaj fryzjera. Ale! Kiedy pani usłyszała o możliwości wpisu na blogu, który przecież jest formą promocji dla kościoła, czekała na nas z otwartymi rękami! Było światło, opowieści, wejścia na emporę, do zakrystii – co tylko! Po skończonej akcji ucieszona pani podsumowała naszą wizytę słowami: „Ksiądz na pewno będzie zadowolony!” Wtedy dopiero poczułem się jak dziwka. Reasumując, wniosek niestety jest taki, że jak nie prowadzisz strony internetowej czy bloga, to Twoje szanse na zwiedzanie są znikome. W moim mniemaniu tak być nie powinno, ale to proces którym sami ukształtowaliśmy, więc większość i tak nie będzie próbowała tego zmienić. To pewnie głównie dlatego, że Polacy nie są szczególnie zainteresowani swoimi zabytkami. Stąd też nie ma sygnałów, które nasilałyby wydźwięk takich sytuacji. 10 kościołów warownych w Rumunii Zdecydowanie jednak najłatwiej mają u nas obcokrajowcy. Abstrahując, że często otaczamy ich kultem, jakim oni nigdy by się nam nie odpłacili, to kler ich wprost uwielbia. Nie ma chyba nic wspanialszego niż móc przekazać historię kościoła w pompatycznej otoczce łamanej angielszczyzny. Dzierżący w ręku wypaśny aparat Niemcy czy Francuzi są tu niekwestionowanymi pionierami. Światło, kamera i akcja! Odpowiednie oświetlenie, błysk fleszy, miałem wrażenie że i Maryja z ołtarza głównego zaczęła pozować do zdjęć, niczym modelka na wybiegu. Odpowiedni nastrój, który tworzyła rytmiczna nuta przerwał na chwilę surowy ton księdza: „Proszę nie chodzić tędy, bo pani sprzątaczka tu sprzątała! Uszanujmy jej pracę!”. -„Ja *#%#*(.” Fotografować czy nie Najciekawsze są jednak tabliczki z zakazem fotografowania w kościele. Jak myślicie? Jaką podstawę prawną mają takie zakazy? Tuż po sytuacji, która spotkała mnie w jednym z kościołów na Warmii postanowiłem znaleźć odpowiedź na ten temat w Internecie. Niestety sprawa okazała się nie być aż tak powszechna, ku memu zdziwieniu! Zapytałem więc o to radcę prawnego, specjalizującego się w obsłudze prawnej spółek, a także w sprawach z zakresu prawa autorskiego oraz ochrony wizerunku – Michała Kaczora. Moje pytanie brzmiało: Czy kwestie prawne regulują w jakiś sposób zdjęcia zrobione w obiektach sakralnych? Na drzwiach został wywieszony zakaz robienia zdjęć, po czym jednak zezwolono mi na zrobienie kliku fot. Przy tym zastrzeżono, że powinienem mieć zgodę biskupa na ich zrobienie… Kim jest biskup w świetle prawa? I dlaczego kler pozwala sobie na regulowanie takich kwestii, biorąc pod uwagę, że to dobro kulturowe, czyli wspólne. Zwłaszcza skoro remont finansowany jest przez ministerstwo. Prowadzę bloga poświęconego architekturze sakralnej i ta kwestia od dziś stanowi dla mnie zagadkę. Wcześniej nikt nie robił z tego problemu problemu. Mogę w związku z tym upowszechnić takie zdjęcia czy raczej powinienem skontaktować się z biskupem…? 10 najpiękniejszych kościołów ceglanych w Polsce A oto odpowiedź: Dziękuję za poruszenie tej kwestii. Jest ona bardzo punktu widzenia prawa autorskiego nie ma przeszkód aby fotografować obiekty i dzieła sakralne. Proszę pamiętać, iż fotografia jako taka jest samoistnym utworem, do którego prawa ma fotograf. Jeżeli chodzi zaś o przedmiot fotografowany (np. obrazy, rzeźby) zakładam, iż w większości przypadków są to dzieła bardzo stare, co do których prawa autorskie już wygasły lub w ogóle nie były objęte ochroną (znajdują się w tzw. domenie publicznej). Tym samym nie ma także ryzyka naruszenia praw do takich dzieł (np. praw zależnych, opracowań, reprodukcji itp.).Zgoda na fotografowanie wnętrz obiektów sakralnych ma w mojej ocenie dwa podłoża. Po pierwsze jest to pewna konwencja, która funkcjonuje w ramach tzw. prawa zwyczajowego. Po drugie jest to też pewne narzędzie do zachowania powagi w miejscu kultu religijnego (w tym kontekście należy przy okazji robienia zdjęć uważać na zarzut obrazy uczuć religijnych lub przeszkadzania w odprawianiu mszy świętej). Na marginesie jedynie wspomnę, iż podobnie jak w przepadku niektórych muzeów – zakaz fotografowania (i zgoda na fotografowanie za opłatą), to niekiedy forma uzyskania dodatkowych wpływów budżetowych dla takiej serdecznie,radca prawny Michał Kaczor Wniosek z tego nasuwa się taki, że wywieszone w Polskich kościołach tabliczki z zakazem fotografowania nie mają racji bytu. Skoro to dobro wspólne, utrzymywane z budżetu państwa, czyli naszych pieniędzy (w horrendalnych zresztą kwotach) to wywieszanie takiego zakazu jest tutaj, mówiąc delikatnie, nie na miejscu. Jeśli zachowujemy się kulturalnie, nie przeszkadzając nikomu podczas obrządków mszy świętej oraz nie robimy zdjęć przy użyciu flasha, który źle wpływa na dzieła sztuki, to nie ma powodów dla których takiego zdjęcia zrobić byśmy sobie nie mogli. Zwłaszcza w dobie, kiedy każdy smartfon posiada wbudowany aparat. Kwestią są głównie ulotne wspomnienia, które każdy przecież chciałby zatrzymać dla siebie. I właśnie zdjęcia nam to umożliwiają. Co z tego jednak, że można robić zdjęcia przedmiotom, na których utrzymanie łożymy. I tak nakażą kontakt z biskupem, jak na przykład w opactwie cystersów w miejscowości x. Zadowalanie kolejnego księdza i płaszczenie się oraz słuchanie, że nie lubi jak robi się zdjęcia w jego kościele to też słaby wątek. Dla ludzi takich jak ja to kolejny krok do wrzodów żołądka, a po co mamy się denerwować? Czy życie nie jest już wystarczająco skomplikowane, by dokładać sobie kolejnych zmartwień? Koniec końców, jeśli nie narazimy się kolejnemu księdzu, to na pewno znajdzie się po drodze ktoś, komu będzie przeszkadzać aparat albo brak pokłonu przed każdą figurą. Kiedyś zbluzgano nas na czym świat stoi właśnie przed jednym z bocznych ołtarzy za brak kolejnego pokłonu. To jest wiara? To jest postawa chrześcijańska? Jak dla mnie trochę wątpliwa. Jeśli uda nam się przebrnąć przez wszystko, łącznie z nieelastycznym grafikiem to będzie to porównywalne ze zdobyciem K2. Ale czy w imię kilku chwil w kościele jest to opłacalne? A gdyby tak przestać finansować Kościół i zacząć wykorzystywać te kosmiczne fundusze na sprzęt medyczny dla chorych dzieci? Zwiedzanie kościołów w Polsce powinno być zakazane. W ogóle, wchodzenie do kościoła powinno być zakazane. Byłoby znacznie prościej dla wszystkich. 10 sakralnych klejnotów Dolnej Saksonii I tak, przysłowie „cudze chwalicie, swego nie znacie” nie ma do końca podstaw. Jak nie chwalić Francji czy Niemiec, skoro tam nikt nie robi większych problemów ze zwiedzaniem obiektów sakralnych. Księża wchodzą w dyskusję, otwierają się, opowiadają historie. Dlaczego tak nie może być u nas? Skąd taka przepaść? Ile jeszcze czasu musi upłynąć, bo coś się w tej kwestii zmieniło? Lista zespołów zakazanych przez kościół Duchowe zagrożenia - lista zespołów zakazanych przez kościół krąży w internecie. Młodzież dostaje ją cały czas od księży z zaleceniami, aby nie słuchać takiej muzyki. Kogo nie wolno słuchać? Sprawdźcie na liście! Nowa lista zespołów zakazanych przez kościół burzy spokój internautów. Lista "Duchowe zagrożenia - lista zespołów muzycznych" została uzupełniona o kolejne zespoły i artystów. O ile wcześniej lista artystów zakazanych przez kościół zawierała głównie zespoły przez wygląd albo teksty kojarzone z satanizmem czy okultyzmem, nowa, rozszerzona lista zawiera całkiem niewinnie prezentujących się artystów - na przykład... Celine Dion! Kto jest na liście zakazanych zespołów? Mamy cały plik! Lista zespołów zakazanych przez kościół Lista "duchowych zagrożeń" w muzyce powróciła jako hit internetu za sprawą postu nieznanego internauty. Zwracając uwagę na największe gwiazdy muzyczne na tej liście, autor pisze: "Dzis w kosciele mielismy spotkanie z egzorcystą (kandydaci do bierzmowania w tym ja) po katachezie dostalismy kartki z satanistycznymi zespolami, ktore zagrazaja naszej duzy. Pozdrawiam wszystkich opętanych ;D" (pisownia oryginalna) Czy lista zakazanych zespołów jest prawdziwa? Czy ta lista to fejk? NIE! Bez względu na to, czy historia kandydata do bierzmowania jest prawdziwa, to sama lista istnieje. Plik znaleźliśmy na serwisie Opoka, prowadzonym przez Fundację Konferencji Episkopatu Polski. Dokument "Duchowe zagrożenia - lista zespołów muzycznych" to lista artystów i informacji o tym jakie zagrożenie stanowią. Pierwsza część to zespoły rockowe, związane z satanizmem okultyzmem itp, ale najciekawsza jest uzupełniona lista. Są na niej artyści znani z szokujących występów jak Lady Gaga, ale też Justin Bieber, Demi Lovato czy Celine Dion - ale już bez informacji, dlaczego stanowią zagrożenie. Zobaczcie całą listę w galerii. Zakazane zespoły - kto jeszcze? Lista artystów zakazanych przez kościół pewnie będzie jeszcze uzupełniana. Zastanawialiśmy się, kto jeszcze na nią trafi. Nasze 3 główne typy poniżej. Kto według was powinien jeszcze trafić na tę listę? Czym podpadły gwiazdy takie jak Bieber czy Beyonce? KOMENTUJCIE - najciekawsze komentarze nagrodzimy płytami! Popek - spore przeoczenie. Nie dość że Popek wygląda... no jak Popek! Wulgaryzmy to niemal jego znak filmowy. Promuje używki, w teledyskach ma nieskromne dziewczyny. Do dopisania na listę! Zayn Malik - niby taki grzeczny chłopak z Boysbandu a tu teledysk z nagimi kobietami i rogatymi postaciami. Cały teledysk ma sporo elementów kojarzących się z piekłem. Niedobrze! The Weeknd - na liście jest już Ellie Goulding, być może dlatego, że napisała piosenkę do ociekającego seksem filmu 50 twarzy Greya. Za sam teledysk do Earned It The Weeknd powinien dostać się na listę Skip to content Najlepsza odpowiedź W Chinach kontynentalnych następująca lista rzeczy jest zakazana lub blokowana przez administrację: Wszystkie formy pornografii. Wszystkie formy hazardu. Wszystkie formy prostytucji. Ponad 3000 witryn internetowych. Aby zobaczyć szczegółową listę, przejdź tutaj , aby sprawdzić, czy dana witryna nie jest zablokowana lub ocenzurowana, sprawdź tutaj . Większość głównych i popularnych witryn internetowych na Zachodzie jest zakazana w Chinach od początku 2010 roku. Wiele filmów, zarówno chińskich, jak i zagranicznych, z różnych powodów. Zwykle z powodu przedstawień postaci religijnych ( Ben-Hur, Noe ), homoseksualizmu ( Żegnaj moja konkubino, później zwolniony), treści wulgarne ( Deadpool ) lub treści drażliwe politycznie lub społecznie ( Diabły włączone the Doorstep, To Live, The Blue Kite ). Niektóre z zakazów były tymczasowe, a inne na czas nieokreślony. Wiele książek, zarówno chińskich, jak i zagranicznych, zwykle z powodów politycznych, religijnych lub społecznych. Słynne przykłady, w tym Big River Big Sea, Zhuan Falun, Shanghai Baby, Najlepszy aktor w Chinach: Wen Jiabao itp. (Można by się spodziewać, że wszystkie prace chińskiego chiński rząd zakazał dysydentów). Podobnie jak w przypadku filmów, niektóre z tych zakazów były tymczasowe, a inne na czas nieokreślony. Wiele innych rodzajów dzieł sztuki z różnych powodów. (zazwyczaj polityczne lub religijne). wszystkie prace Gao Xingjiana, literackiego laureata Nagrody Nobla i słynnego krytyka chińskiego reżimu, zostały zakazane w Chinach po jego pracy Uciekinierzy z 1989 roku, w której Protesty na placu Tiananmen w 1989 roku. Wiele form treści cyfrowych, od iTunes po Kindle Store, od serwisów wideo Disneya po Play Store. Jak opisano w 4), zablokowano dużą liczbę witryn usługi zostały również zablokowane. Niektóre z nich nie są zablokowane, ale użytkownicy w Chinach otrzymują skróconą wersję. swer Misjonarz publiczny。 Zgodnie z art. 36 konstytucji Obywatele ludu ” s Republika Chińska ma wolność wyznania religijnego. Żaden organ państwowy, organizacja społeczna ani jednostka nie będą zmuszać obywateli do wiary w religię lub nie wierzą w religię, ani też nie będą dyskryminować obywateli wierzących w religię i obywateli, którzy nie wierzą w religię. Państwo chroni normalne czynności religijne. Nikt nie może wykorzystywać religii do działań, które naruszają porządek społeczny, szkodzą zdrowiu obywateli i utrudniają edukację narodową system. Grupy religijne i sprawy religijne nie są zdominowane przez obce siły. Obywatele Chińskiej Republiki Ludowej mają wolność wyznania. Oznacza to Każdy obywatel ma zarówno wolność wyznania, jak i wolność wyznania. Państwo chroni normalne czynności religijne. ale co to jest niezwykła działalność religijna? Chiny wprowadziły „Przepisy dotyczące spraw religijnych” Grupy niereligijne, zajęcia niereligijne nie mogą być organizowane, działalność religijna, nie przyjmuje datków religijnych. Tak więc misjonarze nie mogą głosić zwykłym ludziom w miejscach publicznych, tylko w kościele misjonarz。 Jeden z najbardziej niezwykłych epizodów w życiu Karola Wojtyły – a także epizod, z którego możemy dziś wyciągnąć wiele użytecznych wniosków – miał miejsce w czasie, gdy był on kardynałem arcybiskupem Krakowa. Dziwi mnie, że (biorąc pod uwagę całe zainteresowanie osobą Jana Pawła II) incydent ten zdaje się nie zwracać niczyjej uwagi, nie wspominając już o komentarzach. To samo dotyczy doniosłego wydarzenia z życia wielkiego kardynała Josyfa Slipyja. dr Peter Kwasniewski [Temat numeru – Demo[no]kracja w Kościele] ————————- Potajemne święcenia kapłańskie Na wstępie wyjaśnić musimy niezorientowanym w sprawie czytelnikom, że termin Ostpolitik dotyczy strategii Watykanu z okresu zimnej wojny, polegającej na spełnianiu pewnych żądań komunistów w krajach Europy Wschodniej w zamian za tolerowanie przez nich dalszego istnienia Kościoła w tym regionie, choćby tylko w postaci szczątkowej. Sam Weigel był szczerym i surowym krytykiem Ostpolitik, do którego to tematu powrócił zaledwie dwa tygodnie temu w artykule na temat jej architekta, Agostina kardynała Casaroliego1. Napisana przez niego biografia Jana Pawła II, zatytułowana Świadek nadziei, prezentuje najistotniejsze fakty wiernie, choć w sposób nieco upiększony: Kardynał Wojtyła nigdy nie wątpił w dobre intencje Pawła VI w jego Ostpolitik i na pewno wiedział o osobistym cierpieniu Papieża, rozdartego pomiędzy wypływającym z serca instynktem konieczności obrony prześladowanego Kościoła a rozumowym sądem, że musi kontynuować politykę salvare il salvabile – która, jak to ujął raz arcybiskup Casaroli, nie była «polityką chwalebną». Arcybiskup krakowski był także przekonany, że jego obowiązkiem jest okazywanie solidarności z prześladowanym i głęboko zranionym sąsiadem, Kościołem w Czechosłowacji, gdzie sytuacja w latach nowej watykańskiej Ostpolitik pogorszyła się. Tak więc kardynał Wojtyła i jeden z jego biskupów pomocniczych, Julian Groblicki, potajemnie wyświęcali kapłanów z Czechosłowacji, pomimo (albo może z powodu) faktu, że Stolica Apostolska zabroniła podziemnym biskupom tego kraju dokonywania takich święceń. Potajemne święcenia w Krakowie odbywały się zawsze za wyraźnym pozwoleniem zwierzchnika kandydata – jego biskupa, lub, w przypadku zakonu, jego prowincjała. Trzeba było obmyślać jakieś systemy zabezpieczeń. W przypadku salezjanów używano systemu przedartych kart. Zaświadczenie zezwalające na wyświęcenie było przedzierane na pół. Kandydat, który musiał zostać przeszmuglowany przez granicę, przywoził ze sobą do Krakowa jedną połówkę, podczas gdy drugą wysyłano przez konspiracyjnego kuriera do przełożonego krakowskich salezjanów. Następnie obie połówki dopasowywano i święcenia mogły się odbyć w kaplicy arcybiskupiej przy Franciszkańskiej 3. Kardynał Wojtyła nie informował Stolicy Apostolskiej o tych święceniach. Nie uważał ich za akt nieposłuszeństwa wobec polityki Watykanu, lecz za obowiązek w stosunku do cierpiących braci w wierze. I prawdopodobnie nie chciał stwarzać problemu, którego nie dałoby się rozstrzygnąć bez sprawiania bólu którejś ze stron. Mógł też sądzić, że Stolica Apostolska i papież wiedzą, iż takie rzeczy dzieją się w Krakowie, ufają jego zdaniu i dyskrecji i może nawet są zadowoleni z tego swoistego wentyla bezpieczeństwa w sytuacji, która stawała się coraz bardziej rozpaczliwa2. Zwróćmy uwagę, w jaki sposób Weigel stara się umniejszać znaczenie prezentowanych przez siebie faktów. W Kościele połowy XX wieku, przenikniętym jeszcze duchem ultramontanizmu, kard. Wojtyła w ewidentny sposób zlekceważył papieski zakaz udzielania takich święceń i dokonywał ich – przy współudziale swego biskupa pomocniczego oraz za wiedzą przełożonych kandydatów. Sformułowanie „pomimo (albo może z powodu)” jest w istocie bełkotem: jak można mówić, że ktoś dokonywał zakazanych święceń, ponieważ były one zakazane? A jeśli kardynał, który wiedział, że działa wbrew woli i rozporządzeniu papieża, nie informował go o tym, czy faktycznie można powiedzieć, że „nie uważał ich [potajemnych święceń] za akt nieposłuszeństwa wobec polityki Watykanu”, skoro tym właśnie one były?3 Najwyraźniej nie poruszał tej kwestii z „władzami”, ponieważ uważał, że w sprawie tej popełniają one błąd. Bezcelowe jest też utrzymywanie, w celu usprawiedliwienia owych święceń, że Wojtyła „mógł też sądzić, że Stolica Apostolska i papież wiedzą, iż takie rzeczy dzieją się w Krakowie”. Czy są na to jakiekolwiek dowody? To właśnie dlatego, że papież i jego ówczesny sekretarz stanu nie ufali zdaniu i dyskrecji takich bohaterów i wyznawców wiary, jak Stefan kard. Wyszyński czy (jak pokażemy dalej) Josyf kard. Slipyj, Watykan zakazał udzielania święceń, czy to jawnie, czy też potajemnie. Weigel powinien po prostu trzymać się prawdy: jak słusznie pisze, kardynał wiedział, że miał obowiązek wobec Boga oraz swych cierpiących współwyznawców. To wszystko, co należało w tej kwestii powiedzieć4. Według innego biografa Karola Wojtyły: Wojtyła miał ściślejsze powiązania z Praską Wiosną, niż mógł się do tego przyznać. Na przestrzeni lat stopniowo poszerzał skalę potajemnego wyświęcania księży dla podziemnego czeskiego Kościoła. Do 1965 roku formował również i wyświęcał tajnych kandydatów do kapłaństwa z komunistycznych Ukrainy, Litwy i Białorusi, gdzie seminaria także zostały pozamykane. Niektórzy z kandydatów przedostawali się do Polski przez «zieloną granicę», inni zaś załatwiali sobie w niej jakąś pracę, co pozwalało im podróżować legalnie; przykładowo jeden z nich był psychologiem, który regularnie odwiedzał polski Instytut Zdrowia Publicznego. W Warszawie Wyszyński świadomy był przynajmniej natury, jeśli nie samych szczegółów, tych działań. Gdyby dowiedziały się o nich władze, Wojtyle grozić mogło aresztowanie5. Niezależnie od tego, czy należymy do wielbicieli „Jana Pawła Wielkiego”, czy też nie, jedno jest jasne: to, co robił wówczas w Krakowie, było w pełni usprawiedliwione – i przydaje raczej, niż ujmuje, blasku jego postaci. Potajemne konsekracje biskupie Z kolei powinniśmy przyjrzeć się analogicznemu przypadkowi Josyfa kard. Slipyja (1892–1984), którego proces beatyfikacyjny niedawno się rozpoczął. Prześcignął on niejako Wojtyłę, przeprowadzając zakazane potajemne konsekracje biskupie, przekonany, że wymagało tego dobro ukraińskich grekokatolików. Jak pisze ks. Raymond J. de Souza: W roku 1976 głowa ukraińskiego Kościoła grekokatolickiego, kard. Josyf Slipyj, żyjący na wygnaniu w Rzymie po 18 latach spędzonych w sowieckim łagrze, obawiał się poważnie o przyszłość ukraińskich grekokatolików. Czy będą oni mieli jeszcze biskupów, biorąc pod uwagę, że sam Slipyj miał wówczas ponad 80 lat? Tak więc konsekrował potajemnie trzech biskupów bez zgody Ojca Świętego, bł. Pawła VI. W czasie tym Stolica Apostolska prowadziła nieasertywną politykę względem bloku komunistycznego; Paweł VI nie udzieliłby zgody na konsekrację nowych biskupów z obawy przed rozdrażnieniem tym Sowietów. Konsekracja biskupów bez upoważnienia papieskiego jest bardzo poważnym przestępstwem kanonicznym, za które karą jest ekskomunika. Błogosławiony Paweł VI – który prawdopodobnie wiedział, choć nieoficjalnie, co uczynił Slipyj – nie nałożył na niego jednak żadnych kar6. Rozmawiałem niedawno o tej sprawie z kompetentnym źródłem, które przeczytało Wspomnienia kard. Slipyja, niewydane jeszcze w języku angielskim. Powiedziało mi ono, że kardynał zwabiony został do Rzymu pod pretekstem „odbycia spotkania”, a następnie powiedziano mu, że nie może powrócić do Związku Sowieckiego, aby żyć pośród swych prześladowanych współwyznawców, pomimo że gotów był wrócić do łagru. Fakt, iż on sam żył wygodnie w Rzymie, podczas gdy jego owczarnia doświadczała prześladowań ze strony komunistów oraz prawosławnych, był źródłem jego wielkich cierpień. Jak pisze Jaroslav Pelikan w swej książce Confessor Between East and West: Tu, na wygnaniu w Rzymie, dla którego on sam oraz jego Kościół tak wiele poświęcili, ukraiński metropolita czuł się coraz bardziej osaczony przez to, co nazywał, w jednym z podtytułów dokumentu przedłożonego papieżowi, «negatywnym nastawieniem», z jakim spotykał się nieustannie ze strony «świętych kongregacji kurii rzymskiej». Niekiedy, poirytowany tą postawą, czynił nawet mogące szokować porównanie, stwierdzając że nigdy nie doświadczył tak złego traktowania ze strony ateistów w Związku Sowieckim, co obecnie ze strony swych współwyznawców oraz współbraci w Rzymie7. Według wspomnianego wyżej źródła, Paweł VI wiedział bez wątpienia o potajemnych konsekracjach biskupich, nie ukarał jednak kardynała, ponieważ szanował go bardzo jako nieustraszonego wyznawcę wiary. Jednym z tych potajemnie konsekrowanych biskupów był Lubomyr Huzar; Jan Paweł II uznał później oficjalnie jego konsekrację, mianował go arcybiskupem większym ukraińskiego Kościoła grekokatolickiego, a w roku 2001 wyniósł do godności kardynalskiej8. Warto również zauważyć, że wspomniany akt kard. Slipyja miał miejsce w czasie, kiedy wciąż jeszcze w mocy pozostawał Kodeks prawa kanonicznego z roku 1917. Znajdujący się w nim kanon 2370 brzmiał: „Episcopus aliquem consecrans in Episcopum, Episcopi vel, loco Episcoporum, presbyteri assistentes, et qui consecrationem recipit sine apostolico mandato contra praescriptum can. 953, ipso iure suspensi sunt, donec Sedes Apostolica eos dispensaverit” (Biskup, który konsekruje kogoś na biskupa, obecni podczas tego biskupi oraz asystujący księża, jak również ci, którzy przyjmują konsekrację bez mandatu papieskiego, wbrew brzmieniu kanonu 953, zaciągają karę suspensy na mocy samego prawa, do czasu uchylenia jej przez Stolicę Apostolską). Kodeks jednoznacznie dawał do zrozumienia, że tacy duchowni nie zaciągają suspensy wskutek zadeklarowania kary, ale ipso facto, tj. przez sam fakt uczestnictwa w konsekracji bez mandatu papieskiego – którego Paweł VI nigdy kard. Slipyjowi nie udzielił. Pozytywista prawny powiedziałby, że suspensa, którą w ten sposób zaciągnął, musiałaby zostać później w wyraźny sposób uchylona. Jednakże fakt, iż nic takiego nie miało miejsca, stanowi wymowne świadectwo roli epikeia w interpretacji i stosowaniu prawa. Mówiąc w skrócie: pojawiła się sytuacja, w której pogwałcenie tego kanonu po prostu nie pociągało za sobą skutków prawnych. Powinno to skłonić nas do zastanowienia się nad granicami pozytywizmu prawnego. Konsekracje z Écône widziane z nowej perspektywy Kiedy Kościół jest atakowany i na szali znajduje się samo jego przetrwanie, lub też kiedy w poważny sposób zagrożone jest jego wspólne dobro, wyraźne nieposłuszeństwo rozporządzeniom lub prawom papieskim może być usprawiedliwione – a w istocie nie tylko usprawiedliwione, ale słuszne, godne pochwały oraz świadczące o osobistej świętości. Nikt nie kwestionował nigdy faktu, że papież ma prawo określać zasady dotyczące konsekracji biskupich, oraz że Wojtyła i Slipyj bezdyskusyjnie i świadomie pogwałcili prawo kościelne, co powinno ściągnąć na nich potępienie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku abp. Lefebvre’a. Zamiast tego uznajemy ich jednak za bohaterów oporu przeciwko komunizmowi. Jest tak dlatego, że uznajemy istnienie prawa bardziej fundamentalnego niż prawo kanoniczne: salus animarum suprema lex – zbawienie dusz jest najwyższym prawem. To właśnie dla zbawienia dusz istnieje cała struktura prawa kościelnego; nie posiada ona innego celu niż ochrona i szerzenie życia Chrystusa w duszach. W normalnych okolicznościach prawo kanoniczne tworzy strukturę, w której misja Kościoła może być realizowana w sposób uporządkowany i spokojny. Pojawić się mogą jednak sytuacje anarchii, kryzysu, zepsucia lub apostazji, w których zwyczajne struktury nie tylko nie ułatwiają Kościołowi realizowania jego misji, ale wręcz stanowić mogą w tym przeszkodę. W takich przypadkach to głos sumienia podpowiada, co należy uczynić, kierując się roztropnością i miłością, aby osiągnąć nadrzędny cel. Obserwując z upływem kolejnych lat, jak Kościół katolicki pogrążał się coraz bardziej w chaosie doktrynalnym, moralnym oraz liturgicznym, nie mogę już zaakceptować opinii, że abp Marcel Lefebvre był winny „nieusprawiedliwionego niczym nieposłuszeństwa”9. Znalazł się on w straszliwej sytuacji, w której Watykan zdawał się w najmniejszym stopniu nie troszczyć o Tradycję, a światowa diaspora tradycyjnych katolików oczekiwała od niego jakiegoś, choćby prowizorycznego, rozwiązania. Narzucenie Novus Ordo oraz zainicjowana przez Sobór teologia aggiornamento stanowiły rodzaj „Ostpolitik względem współczesności”, przeciwko której abp Lefebvre słusznie protestował i w obliczu której gotów był podjąć zdecydowany krok w sytuacji, gdy wiara zdawała się być zagrożona jak nigdy dotąd. Inicjatywy Wojtyły i Slipyja stawiają konsekracje biskupie w Écône w nowym świetle. Nie oznacza to, że wszystkie trudności znikły, ponieważ dla nikogo (czy to przyjaciela, czy wroga) nie może być rzeczą normalną, aby bractwo kapłańskie działało w diecezjach całego świata bez oficjalnej jurysdykcji, i trzeba modlić się o szczęśliwe rozwiązanie problemu stworzonego przez tych, którzy (zaniedbując swe obowiązki) pozwolili, aby swąd szatana – a obecnie powiedzieć należałoby raczej płonącego chrustu (użyte przez autora ang. słowo faggots oznaczać może zarówno chrust, jak i pederastów – przyp. tłum.) wdarł się do Kościoła Bożego. Kiedy budynek płonie, powinno się gasić ogień i ratować ofiary wszelkimi dostępnymi środkami, a nie czekać spokojnie na przyjazd wozów strażackich – zwłaszcza jeśli wie się z doświadczenia, że komendant miejscowej remizy gdzieś wyjechał, śpi, jest pijany albo przekonany, że pożar jest czymś dobrym, a większość jego podkomendnych to niekompetentni głupcy, lub też, co gorsza, opłaceni zostali przez sabotażystów, aby dolewać benzyny do ognia. Jedno jest pewne: za kryzys nie można obwiniać tych, którzy – świadomi swego obowiązku względem Boga i cierpiących współwyznawców – reagowali na ten stan rzeczy najlepiej jak potrafili, wierni najwyższemu prawu: salus animarum suprema lex. Nauka dla nas Jeśli Watykan, po ogłoszeniu motu proprio Traditionis custodes, odważy się zakazać udzielania tradycyjnych święceń kapłańskich, całkowicie usprawiedliwione byłoby w przypadku biskupa, który rozumie, o co toczy się gra10, potajemne wyświęcanie księży wedle starego rytu, bez pytania o zgodę. Nawet jeśli nowy ryt święceń jest ważny (podobnie jak nowy ryt Mszy), został on w poważnym stopniu zdeformowany – jest pod względem liturgicznym upośledzony i nieautentyczny. Autorytatywne świadectwo, pierwszeństwo i starszeństwo lex orandi tradycyjnego rytu muszą zostać zachowane w życiu Kościoła aż do czasu, kiedy możliwe stanie się powszechne przywrócenie trydenckiego Pontificale Romanum. Równocześnie widzimy, że Wojtyła i Slipyj działali potajemnie, co daje nam wskazówkę, że inicjatywy takie nie muszą być publicznie ogłaszane i przybierać postaci demonstracji. Obaj oni reagowali na naglącą i rozpaczliwą sytuację w sposób dyskretny, a zarazem zdecydowany. Mówiąc to, nie wykluczam możliwości pojawienia się sytuacji, w której działania takie mogłyby zostać podjęte jawnie, ale raczej wskazuję, że kiedy konieczne staje się okazanie materialnego nieposłuszeństwa, lepiej jest działać w sposób dyskretny niż publiczny. Ma to oczywiste implikacje dla sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy. Jeśli kapłan, idąc za głosem sumienia, decyduje się nie wypełniać niesprawiedliwych poleceń lub wymogów władzy kościelnej, nie musi koniecznie ogłaszać tego całemu światu, ale powinien po prostu zlekceważyć je i wykonywać swe obowiązki kapłańskie i duszpasterskie. Jeśli i kiedy zostanie ukarany, nie powinien tego faktu nagłaśniać, ale zignorować go i robić swoje. Oczywiście nie musi to być regułą: mogą pojawić się sytuacje, w których najlepszym wyjściem jest otwarty sprzeciw, jak to miało miejsce w przypadku przejęcia kościoła Saint Nicolas du Chardonnet w Paryżu pod przewodnictwem msgr. Ducaud-Bourgeta, czy ponownego otwarcia kościoła Saint Louis du Port Marly11. Bez wątpienia pokusa wykorzystania mediów społecznościowych, z zaletami i wadami umożliwionego przez nie masowego poparcia, czyni osąd w kwestii wyboru najroztropniejszej formy działania (które może być ponadto w konsekwencji korzystania z social media monitorowane) trudniejszym niż kiedykolwiek. Konkluzja Jednym z wielu czynników usprawiedliwiających postawę abp. Lefebvre’a jest fakt, iż był on całkowicie przekonany o absolutnej konieczności kontynuacji wyświęcania księży (a w konsekwencji także konsekracji biskupich) w tradycyjnym rycie. Usus antiquior stanowi spójną całość: jest jednolitym, koherentnym i przekazanym przez Tradycję lex orandi, wyrażającym lex credendi religii katolickiej. Tak, są kapłani ważnie wyświęceni w nowym rycie (jak arcytradycjonalista ks. Gregorius Hesse), którzy następnie przyłączyli się do FSSP, FSSPX etc. Najważniejsze, ważniejsze niż większość ludzi to sobie uświadamia, jest jednak zachowanie starego rytu święceń – na wszystkich poziomach – nienaruszonym oraz żywym. Gdyby Kongregacja ds. Kultu Bożego lub Kongregacja ds. Zakonów zażądały, aby nie posługiwać się już starymi obrzędami święceń, powinniśmy powiedzieć stanowczo non possumus: po prostu nie możemy tego zaakceptować. Co jednak istotniejsze, w najbliższych latach staniemy w obliczu jeszcze poważniejszej próby: czy znajdą się kardynałowie, arcybiskupi i biskupi, którzy – w takich okolicznociach – będą gotowi udzielać potajemnie święceń kapłańskich w tradycyjnym rycie? Nasz Pan, który w swojej opatrzności obdarzył nas chwalebnym dziedzictwem Kościoła Rzymskokatolickiego, z pewnością zatroszczy się o jego zachowanie w godzinie próby. Za portalem „1P5” tłumaczył Tomasz Maszczyk12. Przypisy ↑Weigel nie czytał najwyraźniej książki ks. Malachiego Martina Windswept House, w przeciwnym razie byłby mniej naiwny w ocenie kard. Casaroliego (występującego w powieści Martina jako Cosimo kard. Mastroianni) czy Pawła VI.↑G. Weigel, Witness to Hope: The Biography of John Paul II, Tekst polski za: Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, Warszawa 2001, Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media.↑Niektórzy utrzymują, że zakaz udzielania potajemnych święceń dotyczył jedynie Czechosłowacji, tak więc Wojtyła, każąc seminarzystom przyjeżdżać do siebie do Krakowa, zręcznie obchodził ów zakaz i w rzeczywistości nie naruszał żadnego prawa. Jedno jest jednak pewne: powodem jego wprowadzenia była chęć ugłaskania władz komunistycznych, które z pewnością nie byłyby zadowolone, wiedząc, że seminarzyści z ich kraju przekraczają granicę, aby otrzymać święcenia gdzie indziej (jak pisze Jonathan Kwitny, Wojtyła udzielał również potajemnie święceń kandydatom z Ukrainy, Litwy i Białorusi). Ludzie sterujący watykańską Ostpolitik z pewnością położyliby kres inicjatywie Wojtyły, gdyby tylko zdawali sobie z niej sprawę. Można więc powiedzieć, że to, co robił, sprzeczne było ze znaną lub przynajmniej dającą się wywnioskować intencją prawodawcy, ale niesprzeczne z najwyższym prawem Kościoła, tj. zbawieniem dusz. I jest to mój główny argument we wszystkich omawianych w niniejszym artykule przypadkach. Podobnie jak człowiek nie jest dla szabatu, ale szabat dla człowieka, tak też Kościół nie istnieje dla prawa kanonicznego, ale prawo kanoniczne dla Kościoła.↑Fakt, iż Weigel dowiedział się o tych święceniach dopiero z ust samego Jana Pawła II w 1996 roku, (o czym świadczy przypis w jego książce), dowodzi, że Wojtyła nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia: nie miał zamiaru tego ukrywać, przynajmniej po tym, jak sytuacja uległa radykalnej zmianie. Warto też zauważyć, że gdyby Wojtyła otrzymał z Rzymu jakąś wskazówkę, że powinien kontynuować te działania (jak to sugeruje Weigel), bez wątpienia wspomniałby o tym autorowi, opowiadając całą historię. Nie uczynił tego jednak – i znacznie bardziej prawdopodobne jest, że nie prowadził w tej kwestii żadnych konsultacji z Rzymem.↑J. Kwitny, Man of the Century: The Life and Times of Pope John Paul II, New York 1997, Henry Holt, s. 220.↑Ukrainian Cardinals Husar and Slipyj are heroes to Church community, „The Catholic Register”, 22 czerwca 2017. Według innego źródła miało to miejsce w 1977 roku. W chwili pisania niniejszego tekstu de Souza ewidentnie uznawał beatyfikację Pawła VI za prawomocną; wielu tradycyjnych katolików kwestionuje ważność zarówno jej, jak i późniejszej kanonizacji. Patrz: Kwasniewski (ed.), Are Canonizations Infallible? Revisiting a Disputed Question, Waterloo ON 2021, Arouca Press, ss. 219–241.↑J. Pelikan, Confessor Between East and West: A Portrait of Ukrainian Cardinal Josyf Slipyj, Grand Rapids MI 1990, William B. Eerdmans Publishing Company, s. 173. Patrz też strony 182–186.↑Historia ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego stanowić powinna dla nas źródło nadziei. Zwróćmy uwagę na następujące statystyki i zestawmy je ze stanem Kościoła obrządku łacińskiego oraz liturgicznej „śmierci i zmartwychwstania” od lat 60. do chwili obecnej: „W 1939 roku ukraiński Kościół grekokatolicki posiadał ok. 3000 kapłanów. W 1989, po 50 latach wojny i prześladowań, liczba ta spadła o 90%, do jedynie 300. Biorąc pod uwagę, że średni wiek owych księży wynosił ok. 70 lat, tylko jedno pokolenie dzieliło Kościół grekokatolicki od całkowitej utraty duchowieństwa. Niecałe 30 lat później było ich jednak ponownie 3000, a średni wiek wynosił 39 lat. Obecnie formację odbiera ok. 800 seminarzystów, przy ogólnej liczbie 5 milionów ukraińskich grekokatolików” (ibidem).↑Pragnę tu polecić przychylną, ale nie bezkrytyczną, analizę postawy abp. Lefebvre’a w książce Sire’a Phoenix from the Ashes: The Making, Unmaking, and Restoration of Catholic Tradition, Kettering OH 2015, Angelico Press, ss. 410–430. (Książka ta ukazała się właśnie w Polsce pod tytułem Jak feniks z popiołów. Historia kryzysów w Kościele, nakładem wydawnictwa Key4.) W dalszym ciągu uważam, jak to napisałem w artykule opublikowanym tu 13 kwietnia 2019, że we Mszach odprawianych w kaplicach FSSPX powinno się uczestniczyć w sytuacjach wyjątkowych lub w obliczu niemożności moralnej, tj. jeśli w okolicy nie można znaleźć innej tradycyjnej parafii lub kaplicy pozostającej w jedności z lokalnym ordynariuszem. Piszę to jako osoba nieodczuwająca absolutnie żadnej wrogości do katolików korzystających z posługi FSSPX, wśród których mam licznych przyjaciół, oraz pełna najwyższego uznania i szacunku dla kapłanów Bractwa, kontynuujących odprawianie Mszy i udzielanie sakramentów w czasie „pandemii”, gdy postawa duchowieństwa „mainstreamowego” była skandalicznie nieadekwatna.↑Prawdopodobnie żadna część liturgii nie ucierpiała tak bardzo jak obrzędy święceń, posiadające najściślejszy związek z istnieniem i pomyślnością Kościoła. Klasyczną pozycją poświęconą temu tematowi jest książka Michaela Daviesa The Order od Melchisedech, wznowiona niedawno przez wydawnictwo Roman Catholic Books. Davies ukazuje w niej wpływ idei modernistycznych i protestanckich na nowe obrzędy święceń i podkreśla potrzebę jak najszybszego powrotu do tradycyjnych. Patrz też: D. Graham, Lex Orandi: Comparing the Traditional and Novus Ordo Rites of the Seven Sacraments, Preview Press 2015, ss. 159–185.↑ [dostęp: [dostęp: Post Views: 167

rzeczy zakazane przez kościół